Trudny początek wspólnej drogi mlecznej

Zdjęcie to Tomek zrobił, gdy Tymek miał 4 godziny 🙂

Za nami 25 miesięcy karmienia i celebruje każdy dzień i każdą chwilę, bo jest ich coraz mnie.. A dzisiaj to w ogóle mam wrażenie, że właśnie nasza droga mleczna dobiegła końca?! Już? Kiedy ten czas minął i Tymek tak dorósł? Ale to wszystko wzbudza nostalgię i powrót do wspomnień z okresu początków karmienia. To historia, która przydarzyła się nam.. Historia pierwszego i najtrudniejszego miesiąca walki o laktacje.

img_8361aZdjęcie zrobione przez Natalię Saracyn do konkursu “Kobiecość w obiektywie”
Tymek miał 9 miesięcy

Nie pamiętam kiedy podjęłam decyzje o karmieniu piersią, ale wzorowałam się na tym co mówiły moje znajome mające już dzieci – byle 3 miesiące – skoro tak, to dam radę 😀 I tak było do momentu, aż poszliśmy do szkoły rodzenia, gdzie uświadomiono nas, że należy karmić do pól roku i może okazać się to nie lada wyzwaniem. Zapaliła się czerwona lampka – jak wyzwaniem przecież kobiety robią to od zawsze, ale położna wie lepiej pewnie… Zaczęłam zgłębiać temat laktacji. Czytałam wszystko: ulotki, książki, na portalach i blogach. Czytałam o diecie matki karmiącej, która mnie przerażała i wszelkiego rodzajach uczuleniach występujących u noworodków. Ile tego przeczytałam, nie wiem ale to były ostatnie 3 tygodnie przed porodem, a ja musiałam już bardzo oszczędzać.. 🙁

trudny początek mlecznej drogiZdjęcie zrobione przez Natalię Saracyn na sesji świątecznej 🙂
Tymek miał już 15 miesięcy

I nadszedł ten dzień… 2014 rok, wrzesień, gdzieś w Wielkopolsce 😉 Urodziłam, tak urodziłam, Tymka przez cesarskie cięcie. I zaczęło się bardzo spokojnie i łagodnie, gdyż mały cały czas spał – 4 godziny po porodzie zobaczyłam go. Ślicznego małego człowieka, którego przynieśli na karmienie. Jako dumna mama (i obolała jak nie wiem co) ułożyłam się wg instrukcji położnej, zabrałam zawiniątko i.. I ono zasnęło 🙁 Powiedziano, że jak się obudzi to wtedy przyniosą.. No i przynieśli i znowu to samo więc musiałam podpisać zgodę na podanie butelki, bo pewnie dziecko jest za słabe. Jako niedoświadczona, nieuświadomiona do końca mama i przerażona lekko obrotem sprawy oczywiście, że się zgodziłam…. 🙁 Kolejna doba już razem 🙂 radość pełna i myśl – jak się obudzi przystawiać – obudził się <3 po ciamkał 3 razy i śpi.. Noworodki jedzą mało tak powtarzałam sobie. Wszystkie dzieci na sali co chwile płakały i domagały się jedzenia, mój spał.. Ostatnia noc w szpitalu (3 doba od porodu) i jakaś młoda położna pytała każdą po kolei kiedy karmiła, jaka kupka, jak szło itd. Dochodzi do mnie i opowiadam, że karmiłam 4 godziny temu, jadł 3 min i śpi… Akurat jak była się obudził i chce przystawiać, ona patrzy zdziwiona mówiąc mi, że nie tak, że mam na pewno mleko, ale źle to robię.. Super! W końcu ktoś pokaże mi jak to robić właściwie i doznaje szoku. Szarpnięcie za pierś, ucisk i poleciało trochę mleka. Ból ogromny, przerażenie jeszcze większe. Dziecko ciach na i cyca.. Komentarz „mojej wybawicielki” może uda Ci się chociaż kilka dni pokarmić… I zderzenie z rzeczywistością.

13461018_1007133482656277_1517730633_oZdjęcie zrobione przez Natalię Saracyn do konkursu “Kobiecość w obiektywie edycja II”
Tymek miał skończone 22 miesiące 🙂

Do rana nie spałam już, bo przecież miałam karmić do pół roku albo chociaż te 3 miesiące, a tu wizja kilku dni. Obchód, wypis, formalności w urzędach i 150 km autem do domu.. Podróż szybka (bo spałam) i przyjemna (bo do domu 🙂 ). Pierwsza noc w domu – cudowna – dziecko śpi, druga noc taka sama. Trzeciego dnia przyszła położna (po weekendzie). Tymek spadł już w wagi 400g 🙁 Aaaa… Cały weekend karmiłam w sylikonowych nakładkach, bo sutki popękały i bolało 🙁 Wszystko było nie tak, po za tym, że mogłam się wyspać.. Syn jadł co 4-6 godzin i cały czas spał.. Położna osłupiała i kazała obudzić dziecię i pokazać przystawianie (a ja cała w strachu, że znowu ktoś będzie mnie za cycki szarpał). Wyciągnęłam nakładkę założyłam, zabrałam maluszka i przystawiam. Mina jej nieciekawa.. Poprosiła o zdjęcie nakładki, ułożyła poduszeczki, kazała wygodnie usiąść, uspokoić. Dopiero wtedy podała mi dziecko i poinstruowała, że z pod pachy będzie mi wygodniej. Szok! Całkiem miła, spokojna rozmowa i młody coś tam pociamkał, ale karmienie prawie bez bólu.. Miło 🙂 Wskazówki były jasne – budzić co 3 godziny, bo traci na wadze, karmić piersią ile się da, ale dokarmiać strzykawką.. Strzykawką po paluszku karmił mąż, a ja wtedy walczyłam z laktatorem, aby rozbujać laktacje.. Po 2 tygodniach odstawiliśmy strzykawkę, bo zaczął pięknie ssać, jeść i budzik też odstawiliśmy, gdyż maluszek zaczął sam się budzić co 2-3 godziny. A po miesiącu to i laktator już nie był potrzebny. Szkoda, że tak ważny temat jak karmienie piersią jest nadal traktowany po macoszemu w szkołach rodzenia (choć coraz rzadziej) i szpitalach (gdzie wiedza nadal z PRL-u). Tymo jest pierwszym dzieckiem i zależało mi na karmieniu go piersią. Moja droga mleczna zaczęła się wyboiście i bardzo pod górkę – dobrze, że wcześniej czytałam o takich przypadkach, które musiały zawalczyć o laktacje. Uwierzcie mi, że ta walka była nie równa i dałam radę tylko dzięki mężowi oraz położnej środowiskowej, która podpowiedziała co robić..  Jak synek miał 3 miesiące to trafiłam do grupy dyskusyjnej na Facebooku – Karmiące Wrocław gdzie dowiedziałam się o długim karmieniu piersią, częstym przystawianiu, że karmienie na żądanie to jest coś dobrego, a wiszące dziecko non stop to nie jest coś niezwykłego. A i co najważniejsze poznałam tam inne mamy, które pisały karmię np. 16 miesięcy, a ja zastanawiałam się po co? Jak to możliwe? Ale o tym to już innym razem 😀

A jak wyglądała, a może wciąż wygląda, Twoja droga mleczna? A może jesteś przyszłą mamą to napisz jak sobie wyobrażasz swoją drogę mleczną? Może masz jakieś pytanie, na które z chęcią odpowiem 🙂

mleczna drogaZdjęcie zrobione przez Tomka w Versant Hotel & SPA
Tymek miał wówczas 11 miesięcy

34 comments / Add your comment below

  1. Pomalutku sobie Was tu podczytuję…podczas karmień 😉 piękny wynik i wspaniałe samozaparcie! Przy pierwszym dziecku też myślałam, że pojade do szpitala, urodze i bede karmić max 6mcy… Nie było tak. Po dobie i dwóch oksytocynach Kuba urodził się przez cc. Od początku źle mi go przystawiono, miałam zero wiedzy (a szpital średniowieczną)…. W domu poranione brodawki, porady rodzinne wyssane z palce. Zbuntowałam się i zaparłam. Pomogła Agata -Hafija 😄 mailami/smsami 😉 karmiłam 13m-cy-odstawiłam,bo tak zalecił lekarz -byłam w II ciąży. Przy Maćku już mialam wiedzę. I karmię…do teraz! 32mce… W tandemie z moją 8mio tygodniową Gosią 😀 teraz nie posłuchałam lekarza,gdy kazał odstawić Maćka. Nie dałam sobie wmówić (już przy II i III cc), że nie mam mleka.
    Mam kilka marzeń… A jednym z nich jest zostać Promotorem Karmienia Piersią i uświadamiać Mamy, że MOGĄ. Że DADZĄ RADĘ 😄
    Życzę kolejnej tak wspaniałej Drogi Mlecznej 😙

    1. Marta czytając Twój wpis wzruszyłam się 🙂 już słyszałam różne rzeczy od lekarza a to nie może leczyć anginy bo karmię itd. A przecież wszystko się da jeśli się chce i ma się wiedzę 😀 A 32 miesiące to naprawdę imponujący wynik już nie mówiąc o tandemie. Gratuluje i dalszej cudownej drogi mlecznej 😀

  2. Początek był straszny. Posiadałam wiedzę teoretyczną i ogromne chęci by moje maleństwo karmić. Ciążę przenosiłam 18 dni, wywoływali. Poród ciężki – 2 razy cewnik domaciczny plus wiele godzin oksytocyny. Starałam się być dzielna. Skończyło się cesarką też nietypową – młody miał zakleszczone nogi za moimi żebrami więc ciągneli, wypychali, poszerzali cięcie 2 razy. Udało się! Był na świecie mój maleńki prywatny cud! Tak bardzo chciałam go przytulić. Tak bardzo pragnęłam aby wreszcie dali mi moje szczęście w ramiona! Niewiele pamiętam co było dalej. Było mi strasznie zimno i trzęsły mi się ręce. Na sali pooperacyjnej położna wyciągnęła mi pierś z koszuli i nacisnęła. “Super! Jest mleczko!”-powiedziała i podłożyła maluszka. Załapał od razu. Byłam przeszczęśliwa. Zasnęłam. I to jedyne piękne wspomnienie ze szpitala. Po przejściu na salę oddziału noworodkowego była równia pochyła. Przystawiałam syna uparcie do piersi. Gdy zasypiał przystawiałam laktator. Bolało bardzo. Każdy dotyk sutka sprawiał, że stopy wykręcały mi się w każdym kierunku (niekoniecznie fizjologicznym). Strupy, ropa, krew. I ten potworny ból. Syn budził się i płakał. Przystawiałam. Płakałam i przystawiałam. Ssał i zasypiał. A ja dalej płakałam i znów przystawiałam laktator. Tak wyglądały pierwsze trzy doby. Noc trzeciej doby była najgorsza. Mały płakał cały czas. Poczłapałam do dyżurki położnych. Doradziły butlę i mm. Nie chciałam, tak bardzo tego nie chciałam.. Przystawiałam dalej. Wezwałam przyciskiem położną. Złapała mnie za pierś, szarpała. “Piersi wyjedzone! Dziecko głodzisz! Daj butelkę!”. Po 5 interwencjach i pielgrzymkach do dyżurki okazało się, że syna boli brzuch. pomocą jednej z położnych zrobił kupkę i przestał płakać. Rano czwartego dnia ważenie – spadek masy o 480 g! Zalecili dokarmianie mm, straszyli, że nie wypuszczą nas do domu. I tutaj wielka rola mojej siostry – wspierała, pomagała i dokarmiała własną piersią (miała w domu 1,5 rocznego cycoholika, zresztą karmi do dziś). Powtarzała mi że mleko jest w głowie i muszę uwierzyć że dam radę. W szpitalu spędziliśmy tydzień. Karmienie cały czas bolało ale zaciskałam zęby. Trzy dni temu minęło pół roku naszej drogi mlecznej. Końca nie widać. Pragnę móc karmić synka, aż sam pierś odrzuci. I wiem że dam radę, że mleko jest w głowie. Wystarczy uwierzyć i popłynie. I warto mieć obok kogoś kto wesprze i doradzi.

    1. Przepiękny koniec trudnej historii. Droga mleczna, która zaczyna się pod górkę jest jeszcze piękniejsza, a my silniejsze w sytuacjach kryzysowych, które zdarzają się na każdym etapie. Wsparcie jest tak samo potrzebna jak i nie bardziej niż wiedza teoretyczna. Kiedy wątpiłam w siebie i w laktacje to mąż przypominał mi o tym ile to dobra, że dam radę, bo to jest w nas i wszystko się ułożyło 😀 Mąż karmił przez 2 tygodnie po paluszku strzykawką co 3 godziny i dzięki temu z Tymkiem mają niepowtarzalną więź.
      Życzę jak najdłuższej drogi mlecznej dla Was i dużo miłości 🙂 oraz cierpliwości w trudnych chwilach 😀

  3. Od początku jak tylko dowiedziałam się że jestem w ciąży od razu wiedziałam że chcę karmić piersią. Ciąża przenoszona tydzień po terminie trafiłam do szpitala w środę założyli mi balonik rozwarcie powiększyło się o pół cm w czwartek kroplówka od rana. Poród zakończyłby się naturalnie gdyby małemu nie zanikł puls dodam że rozwarcie miałam już na 6 cm przebity pęcherz płodowy i skurcze krzyżowe. Poród zakończył się cc pod narkozą. O 21:55 synek był już na świecie ja dopiero po 24 na sali poporodowej Wtedy pierwszy raz jak przez mgłę zobaczyłam synka. Na nastepny dzień rano przynieśli mi synka na karmienie. I właśnie zaczęły się schody. Mały nie mógł złapać brodawki strasznie się denerwował i ja też nie wiedziałam jak mam mu pomóc. Ze ssaniem nie miał problemu każda położna go chwaliła. Na początku leciała siara mleka nie było widać i zaczęłam się martwić że to koniec mojego karmienia piersią 🙁 Niestety w szpitalu był dokarmiany przewaznie na noc. Taki mieli zwyczaj i nawet nie pytano mnie o zgodę. Po 3 dniach wrocilismy do domu cały czas malego przystawialam do piersi na żądanie chciałam żeby był tylko na cycusiu bez żadnego mm. Ale i u mnie znaleźli się super doradcy ktorych zaczął słuchać też mąż. Masz niewartościowe mleko mały się nie najada zrób mu butelkę. Chyba naprawde nie wiedzieli jak bardzo zalezalo mi na tym by karmić piersią. Miałam scharatane brodawki az miałam strupy pomogla mi maść i mleko moje i brodawki w koncu sie przyzwyczaily 😉 jak mały płakał to pewnie był głodny i od razu butla. Oczywiście po butli jak później chciałam przystawić go do piersi to był nerw płacz mały strasznie się prężył i w ogóle nie chciał ssać. Wtedy już naprawdę myślałam że moja kariera z karmieniem piersią właśnie się zakończyła byłam załamana łzy same płynnely mi z oczu. Po dwoch tygodnia tej gehenny zakazalam dawać małemu butli nawet jak na jakieś zakupy szybkie jechałam. Wiedziałam że mam pokarm bo jak mały spal to wkładki musiałam wymieniać co chwilę. Cieszę się że postawiłam na swoim bo synek jest teraz cały czas tylko i wylacznie na cycusiu i nie potrzeba mu do szczęścia żadnego sztucznego mleka. Nasza przygoda z cycusiowaniem może nie trwa długo bo dopiero 14 tygodni ale mam nadzieję że będzie trwała jak najdłużej. Każdej przyszłej i teraźniejszej mamie życzę dużo cierpliwości. Uwierzcie w siebie i w swoje maluszki a mleko na pewno się pojawi 😉 Pozwólcie wisieć dzieciom na piersi tyle ile tego potrzebują. Są w nowym świecie i przy piersi przy kochanej mamusi czują się najbezpieczniej. Powodzenia :-*

    1. Droga Natalio gratuluje Tobie Twojej siły i tego, że podjęłaś taką decyzję. Złych doradców jest wielu, ale znajdź wsparcie i utrzymają tą wiarę w siebie i dzieciątko. Takie historię pozwalają cieszyć się później jeszcze bardziej macierzyństwem przynajmniej ja tak mam. Korzystaj z chwil gdy maluszek śpi na odpoczynek i regeneracje, abyś miała siłę. To jest rzecz, o której młode mamy często zapominają, że same też są ważne! Dbaj o siebie i życzę dużo siły, cierpliwości i szczęścia płynącego z drogi mlecznej, która pięknie się przed Wami rozpościera <3

  4. Moja droga mleczna byla równie trudna. Wciaz walczymy. Synek urodzil sie przez cc, duzy chlopak bo 4350 kg , brak oczywiscie pokarmu na poczatku. Jedna polozna kazala dokarmiac inna krzyczala ze karmic piersia- szpitalu. Plakalam i on plakal , glodny a ja zmeczona.Bardzo chcialam karmic piersią. Wspieral mnie maz , walczylismy az pojawi sie pokarm, potem walka by sie najadal. Między kp bylo mm na noc. Potem problemy z kupka. Teraz ma miesiac od paru dni jest tylko cyc, fakt co godzine w nocy 2 i pojawily sie częstsze kupki i juz tak nie pplacze. Walka trwa ale nie poddajemy sie. Na poczatku strasznie- depresja normalnie. Ale wszystko idzie w dobrym kierunku i cieszymy sie kazdym dniem.

    1. Cieszę się, że podzieliłaś się swoją historią. Pamiętaj, że początki bywają trudne, ale warto. Każdy dzień na cycku to ogromna ilość dobrych rzeczy dla dziecka 🙂 Bądź pewna swoich decyzji i dbaj o siebie. Mało snu jest męczące więc odpoczywaj z maluszkiem.. Laktacja się rozkręci a budzenie się co 2 godziny to raczej norma. Mój synek tak do 3 miesiąca miał jak już się rozbujał 😀 Przeszło mu, a teraz przesypia całe noce 🙂 Życzę wytrwałości i siły do dalszej drogi. Miłych chwil i radosnych wspomnień 😀

  5. Gratuluję pięknej drogi mlecznej i samozaparcia! Dziś mija dokładnie rok kiedy karmie moja druga córkę. Jest to niesamowita więź. Nie da się jej opisać. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić ze miałabym jej to odebrać z dnia na dzień tak jak niektóre kobiety to robią używając błahych argumentów. Dla mnie również dodatkowo jest to ważne gdyż nie udało mi się urodzić siłami natury a walczyłam 36 h od odejscia wod o swój VBAC (wszystkim dziewczynynom po cc polecam naturalniepocesarce.pl). Niestety o porodzie same nieraz niedecydujemy. Jest to zbiór wielu przypadków. Na wszystko nie mamy wpływu. Ale wierzę w to że akurat na karmienie mamy ogromny wplyw! Dlatego na początku warto zagryzc zeby! Dziewczyny do boju!!!:)
    W przyszłym roku wybieram się na CDL. To zasługa moich dziewczynek. Dziękuję wam za to. Pomogłyscie odnaleźć mi własną drogę życiową :):*

    1. Również gratuluje samozaparcia i świadomości 🙂 a co do więzi to fakt jest niepowtarzalna i nierozerwalna 😀 Mąż z synem mają ją dzięki właśnie wczesnym chwilą w tak intymnej sytuacji jak karmienie 🙂 Oraz wszystkiego najlepszego dla córeczki z okazji urodzinek 🙂 Pierwszy rok to chwile, które dają czas na poznanie się, zgranie i zrozumienie 🙂 Przynajmniej ja tak to widzę 🙂 Życzę dalszej owocnej drogi mlecznej i osiągnięcia sukcesy w obranej ścieżce 🙂

  6. * niedziela, dzień narodzin: Witajcie. Rodziłam “naturalnie” a poród jest nadal moją traumą. W szpitalu byłam pewna, że położna się ze mnie nabija podczas porodu, dlatego gdy po sds (na szczęście odbył się niezakłócony, choć ja nie potrafiłam się wtedy tym cieszyć) przyszła, by pomóc mi dostawić córkę do piersi, byłam na nią nadal zła. Dziecko jednak płakało (głodne, bo zabroniliśmy podania mm), więc nie miałam wyjścia i pozwoliłam, by pomiętosiła brodawki przy przystawianiu córki. Stwierdziła, że będzie problem przez duże piersi, zaproponowała “wyciąganie” sutka obciętą strzykawką. Była chwilę (moim zdaniem, by odhaczyć w książeczce, że dziecko zaczęło ssać pierś), córka coś pociumkała (ale jedzenie to to nie było, może mleko samo wyleciało bo piersi nabrzmiałe). Nadal płakała.
    niedziela: Wyszliśmy na żądanie tego samego dnia, wieczorem znajoma pomogła przystawiać, ale słabo szło. Dobrze, że dzieci mają po porodzie zapasy.
    * poniedziałek: Rano przyjechała położna środowiskowa, też próby przystawiania. Zauważyła problem z wędzidełkiem. Udało się umówić do chirurga, który wieczorem podciął. Dostaliśmy informację, że język musi teraz popracować, by zadziałało. Więc w domu znów próby a dziecko niespokojne. Mąż odciągał po kropelce pokarm i karmił strzykawką po palcu. Kazał myśleć o przyjemnych rzeczach a ja mierzyłam się z traumą po porodzie. Wolno szło bardzo, ale coś dziecko dostało.
    * wtorek: Poprosiliśmy o wizytę certyfikowanego doradcę laktacyjnego. Wieczorem zważyła dziecko i stwierdziła, że dużo spadło i sytuacja jest kryzysowa. Wysłała męża po mm i kapturki silikonowe a mi pokazała, jak odciągać mleko. Okazało się, że sika na wszystkie strony. Trzeba było działać szybko, więc Pani odciągała i na bieżąco karmiła dziecko z kubeczka. Mała piła jak oszalała. Z każdą minutą się coraz bardziej uspokajała. Nasz też błąd – myśleliśmy, że porcja, którą daliśmy jej w strzykawce jest na cały dzień..a była na jedno karmienie… A nam się wydawało, że więcej mleka się nie da wycisnąć. Mąż wrócił i nigdy nie zapomnę jego miny, jak zobaczył, jak mleko leci 🙂 Potem była nauka przystawienia w dobrej pozycji i z kapturkiem. Wszędzie były poduszki dla mojej wygody (tak jest do tej pory). Dostaliśmy zalecenia jak karmić (wybudzanie co 3 godziny, bo dziecko musi nadrobić dużą stratę; po dniu przestaliśmy, bo byliśmy wykończeni i nie odespaliśmy porodu jeszcze; potem karmiliśmy w nocy 2-3 razy, jak mała się budziła). Sutki mnie bolały, płakałam karmiąc, bo nie wiedziałam, kiedy ból jest jeszcze naturalny a kiedy trzeba ponownie lepiej przystawić. Kiedy córka jadła mało efektywnie, mąż dokarmiał odciągniętym mlekiem z kubeczka.
    * piątek: Zaczęła mi się wysypka na ciele, podczas karmienia było w poduszkach gorąco, dziecko się ocierało i potęgowało dyskomfort. Myśleliśmy, że to potówki, próbowaliśmy więc naturalnych metod leczenia. Było coraz gorzej.
    * poniedziałek: Po wizycie u dermatologa – szpital. Wyszła jedna z dermatoz ciężarnych, dostałam mocną kroplówkę z lekiem, zastrzyki na swędzenia, maści na sterydach…Mąż na 5 dni musiał opiekować się córką sam, bo ja na oddział z nią iść nie mogłam. Lekarze zabronili karmienia piersią, bo leki za mocne. Pamiętam, jak uprosiłam pielęgniarkę o słoik, żeby mleko odciągnąć ręcznie…Mąż wypożyczył porządny laktator, żebym odciągała i nie straciła laktacji. Córka dostała jeszcze mój pokarm zanim mnie podłączyli.
    Przez 2 kolejne dni mleko wylewałam a mała musiała być na mm. Przyjaciółka zaproponowała swoje mleko, więc 100ml udało się nakarmić normalnie. Bałam się, że butelka zaburzy jeszcze bardziej ssanie ale nie było wyjścia.Ta sama doradczyni laktacyjna, jako lekarz, po konsultacji, stwierdziła, że moje mleko mała może jeść przy zmniejszonej już dawce leku i odstaniem 12h w lodówce. Tak też kolejne dni przemycaliśmy mleko ze szpitala do domu. To była akcja. Oczywiście w szpitalu zabronili podawania mojego mleka jeszcze przez jakieś 2 tygodnie… Mąż zabierał ze szpitalnej lodówki buteleczki, schowane tak by nikt nie widział. I było hasło “pamiętaj o “jogurcie”!”. Musiałam potulnie kiwać głową, gdy ordynator pytał, czy wylewam mleko. Bałam się, że ktoś mnie wsypie, bo odwiedzającym oczywiście mówiłam prawdę, a ktoś z łóżka obok mógł to podchwycić.
    * piątek: Na szczęście w dniu wypisu po przystawieniu do piersi z kapturkiem, córka załapała bez problemu. Powoli przeszliśmy na większy kapturek, żeby szerzej nauczyła się otwierać buzię. Bolało, tym bardziej, że miałam “zespół niespokojnej stopy” przy karmieniu i miałam ochotę ją odciąć. Na wizytach położnej środowiskowej przystawianie bez kapturka czasem się na chwilę udało. A resztę karmień -zaciskanie zębów, łzy, złość, irytacja i myśli, że butelką będę karmić bo mam dość. I mm też wiele razy chodziło mi po głowie, jak laktator boleśnie wciągał sutki. A był potrzebny, bo trzeba było wyjść też z domu. Kupiliśmy elektroniczny dla siebie.
    * 3,4 tydzień: Codziennie jak byłam wypoczęta to próbowałam przystawiać bez nakładek, czasem się udawało bez, czasem pół karmienia z nakładką. Jak byłam zła to tylko kapturki. Najtrudniej wieczorem i w nocy.
    * 5 tydzień: całkowicie odstawiłam nakładki, córka ssie ładnie pierś, choć trzeba mieć dobrą pozycję i cierpliwość przy przystawieniu, jak są piersi pełne. Do bólu się albo przyzwyczaiłam, albo sutki się uodporniły. Czasem w ogóle nie boli i nawet podoba mi się to uczucie ssania 🙂 Z butelki korzystamy na trzy – cztery karmienia w tygodniu, jak wychodzimy bez dziecka. W ruch poszedł w 4 tyg też smoczek dla uspokojenia, choć początkowo bardzo się wzbraniałam. I choć go wypluwa, jak płacze histerycznie, to pomaga nam na codzień. Do tej pory butelka i smoczek na szczęście niczego nie zaburzyły, a to już zaczyna się 6 tydzień życia naszej córeczki.

    Cóż mogę napisać więcej. Jest dobrze, przeszliśmy z karmieniem sporo. O ulewaniu innym razem 🙂
    Warto karmić, to daje poczucie spełnienia i jest po prostu piękne. Ale też warto mieć pokorę, bo czasem mm, skoczek czy butelka są konieczne. Życzę Wam Drogie Mamy powodzenia na drodze mlecznej, dużo cierpliwości i rozwagi w podejmowaniu decyzji 🙂

    1. Gratuluje i ogromny szacunek za wytrwałość. Nie neguje rozwiązań, które ratują nam czasem skórę. Syn też dostał może 3 a może 4 strzykawki z mm. A z laktatorem i bólem walkę znam aż za dobrze.. Uważam, że czym trudniejsza droga tym większa satysfakcja i spełnienie z osiągniętego celu 🙂 Życzę powodzenia i daj znać jak tam dalej Wam idzie 🙂

  7. Córkę karmiłam 18 miesięcy i z bólem serca odstawiałam ją od piersi, gdyż syn był w drodze, a ja w marnym zdrowiu. Aktualnie 12 miesiąc karmię syna:)

    1. 🙂 Każdy dzień jest ważny 🙂 Pamiętaj, że dałaś siebie i zadbałaś, aby mieć siłę na przyjęcie nowego życia 😀 Powodzenia w drodze mlecznej 🙂

  8. Cześć, ja urodziłam naturalnie 4140 a miała mieć 3500 🙂 od początku chciałam karmić naturalnie i się udało. W szpitalu byłyśmy 4 dni bo mała straciła 600 g na wadze bplo była leniuchem i nie chciało jej się ssać. Chcieli ją dokarmiać ale się nie zgodziłam bo miałam mleko w piersiach. Jedna pielęgniarka jak wzięła ja ma badania ja dokarmila, wydało się bo mała zwróciła wszystko. Pielęgniarka dostała burę odemnie i od lekarki. W domu na początku było ciężko. Mała się prężyła i nie chciała ssać. Pamiętam jak po piątej dobie po nocy ja byłam umordowana i ona, dostawałam ją pod górkę do piersi, zjadła całą i poszła spać, w lusterku było widać różnicę prawie pusta pierś dwa razy mniejsza od pełnej. Mała już ma 7 miesięcy i nie zamierza rezygnować z cyca. Ja tez nie wyobrażam sobie odstawienia jej dla własnej wygody. Od samego początku wiedziałam że chcę karmić, ale dopiero w szpitalu i przy samodzielnej nauce przystawiania zrozumiałam jaka to ciężka sprawa. Najgorzej jest teraz jak babcie mówią żeby już rezygnować z cyca bo woda tam jest. A ja wtedy uśmiech od ucha do ucha i małej łup cyca podaję i mówię, gdyby była woda to mała wyglądała by jak suchelec

    Ps mam sąsiadkę która urodziła przez cesarke i niestety nie karmi. Poddała się, mówi ze nie chce jej się użerać z małą, szkoda mi maluszka, ale nic nie poradzę. Oferowałam swoją pomoc ale nie chciała.

    1. Och ta woda w cyckach 😉 dobrze, że tak do tego podchodzisz, bo ja się irytowałam i na początku wdawałam się w dyskusje co nie miało sensu… Szkoda nerwów i czasu 🙂 Gratuluje postawy i dojrzałości oraz życzę owocnej drogi mlecznej 😀 Spotkałam się przez te dwa lata z różnymi opiniami i radami… Moje dziecko nie choruje, jest odporniejsze dzięki długiemu karmieniu. Aktualnie przechodzi drugą chorobę w życiu (nieliczący przeziębień jakichś lekkich) więc jest to sukces. Fakt nie jest dzieckiem żłobkowym, ale my jesteśmy szkoleniowcami, a on jest zawsze z nami odkąd skończył 6 tygodni życia. 🙂
      Jeśli natomiast chodzi o pomoc to nie ma co się narzucać. Warto przedstawić korzyści płynące z długiego karmienia, ale pamiętaj każdy dzień jest na plus 🙂 Nie każda wymówka jest też prawdziwa, czasem problem z karmieniem jest gdzieś głębiej..

  9. Czytam Twoja historię jak własną. Poród przez cc po prawie dobie porodem naturalnym ostatnia faza i źle wchodziła moje 3000 g szczęścia. Wykończona i szczęśliwa że będzie koniec zgodziłam się na cc i nawet dobrze się czułam nie myślałam że konsekwencje tego będą tak ciezkie. Dostałam mała po kilku godzinach pięknie wypiła pierwsze mleczko aż się zdziwily że nie chce wsiąść od nich butli. Do dzisiaj jestem zła że nie zaprotestowalam a też nikt nie pytal. Według zasad szpitala na pierwsza noc po cc zabierają dziecko mamie by wypoczela. I kolejna doba była już pod górkę wyszłyśmy na 3 dobę. Mądrości teściowej że pewnie mam słabe mleko że mam dokarmiać i dopajac woda, że za często wisi na cycku bo jest głodna. Trwały te wyrzuty przez ponad miesiąc a że często do niej jeździliśmy tylko płakałam bo ile można mówić że tak znowu karmię. Już w szpitalu spadła jej waga za mocno dlatego mieliśmy często odwiedzać przychodnie i sami ważyć mała. Był moment że było ok ale pojawiły się problemy z brodawkami , z zastojami i temperatura u mnie a mała zaczęła znowu chudnąć. Nie zapomnę jak teściowa jednej nocy mi powiedziała że mała jest za chuda i muszę ja zacząć karmić mm. Wkurzona powiedziałam że nie mogę sobie sama z dni na dzień odstawić dziecka bo ja będę chora i kto się nią zajmie. Poszukałam doradcy laktacyjnego i do dzisiaj jestem szczęśliwa że tak dobrze trafiliśmy. Trafiłam w ostatnim momencie i obyło się bez antybiotyku. Pierwsza sprawa to miałam zacząć JESC i nie przejmować się innymi. Zaczęliśmy też od karmienia z palca przez strzykawke potem butelka medeli a ja całymi dniami siedziałam z laktatorem wypozyczonym od niej. Potem już swoim. Męża nie miałam obok bo był w pracy na wyjazdach ale ja dzielnie przez ponad tydzień dziecko i laktator przy cyckach. Czas wyjęty z życia ale po tygodniu była już poprawa, kosztowało to zarówno czasu i pieniedzy. Do 4 mc były dni gorsze i lepsze ale jestem szczęśliwa że się nie poddałam, że postawiłam na swoim i pokazałam teściowej – pielegniarce która pracowała kiedyś na porodowce, że się myli. Na coś się przydała – chciałam jej pokazać że potrafię. Niestety już od kilku tygodni nie karmimy się, jestem w 25 tc i sama przestała wołać. Myślę że będzie chciała wrócić jak urodzi się siostra a wtedy napełnia jej nie odmówię.

    1. Historia trudnego początku z pięknym finiszem 🙂 A co do teściowych.. Hmmm.. Moja też jest pielęgniarką nawet więcej siostrą oddziałową i też miałyśmy kiedyś spięcia co do karmienia i moich metod wychowawczych. Teraz każda sobie rzepkę skrobie, że tak powiem. Bywamy rzadko i od święta, co dobrze nam robi 🙂 Powodzenia z drugim dzieciątkiem i jeśli takie masz marzenie karmienia w tandemie 🙂

      1. Jeśli tylko córcia będzie chciała to jej nie odmówię. Najlepsze lekarstwo na świecie na choróbska a i wszelkie troski i boleści dzieci.

  10. Dzięki za piękne i życiowe świadectwo.ja karmilam 21 mies. I potem musiałam przestać bo cudownie zaszlam w kolejna ciążę( prolaktyna blokowala jakiekolwiek próby, pomóc mogl tylko Bóg ).dalam rade karmic wtedy tylko 3 mies. Majac maluszka pod sercem bo tak mnie juz sutki rwaly i czulam jakby ogielki,a każde zassanie czulam aż w kościach .
    od poczatku kp pierwszej córki bylo ciężko. W szpitalu chciala tylko wisiec na piersi.smoczka nie chciala znac.lezec w szpitalnym łóżeczku tez. polozne przychodzily pouczac jak karmic. Układaly dziecko byle cos pociagla.
    Po powrocie do domu Pewna ..Pani. ..namawiala mnie na mm ale zawzielam sie ze nie bo nie umiem i nie będę w to wchodzic i bawic sie z butelkami.o kp przed urodzeniem dziecka nie czytalam duzo.nikt mnie niestety nie pouczyl o alwrgizujacych wlasciwosciach produktow,sama tez tego nie byłam świadoma.tyle ze wiedzialam ze nie chce dziecka “truć ” i jadlam tylko mleko bialy ser .. rybe w puszce…majonez..chleb razowy..no i niestety..alergia na mleko,żółtka ,jaja ,mąkę żytnią. .potem po drodze doszła soja bo na wlasna rękę chcialam dziecko leczyć Nutramigenem..marchew- bo wedlug starych praktyk ze dietę rozszerza sie po 4 mies. (Rada rosyjskiej pediatry) -zaczelam ja podawać , czekolade-bo niektorzy myśleli ze “co dziecku czekolady nie dasz polizac”… tak ze wiele tych alergii wylazlo na dziecko {nie bylam wielu rzeczy świadoma i to tylko moje domysly ..moze sie myle skad te alergie na dane surowce ..i nie mam pretensji do ludzi ktorzy mi doradzali ! } . Tak ze zostala mi dieta eliminacyjna i dalej jechalam z piersia. Corka wisiala non stop na piersi..raz bo ja brzuch bolal przez alergie..raz bo ząbkowanie…raz bo sie denerwowala a smoczka nie uzywala zeby sie odstresowac. Ale dalysmy rade te 21 i bylo super. Córka ma swietny zgryz,szybko i ladnie zaczela mowic i jest inteligentna-mysle ze moge to uznac za zaslugi kp 😊.
    Druga corka po urodzeniu chwycila piers mocno (piersi mialy tylko 6mies przerwy tak ze byly zaprawione) ale nie bylo to często bo tak jakby sie najadla i szla spac na dlugo. Nie podobalo sie to poloznym. Kazały budzic co 3h.rozbieraly ja do gola..turlały zeby rylko wstala.meczyly te pierś.sciskaly.wygniatały jakbym kurde nie wiedziala jak sie karmi..podejrzewali zóltaczke jako wina sennosci. Teraz juz jestem swiadoma zagrożeń i nie pozwalam sobie na konserwowe ryby czy majonez.poza tym i druga córka ma plany na buzi jesli zjem nabial czy czekolade..tak że to może rodzinne skłonności. Jestem wytrwala i ufając Bogu wierze że bede kp jsk najdłużej bedzie sie dalo. I postawie na piedestale zdrowie i rozwoj dziecka a nie wygode . Chcialam byc matką i chce sie jako matka spełniać w mojej posłudze. Pozdrawiam Cie i całuje 😙

    1. Gratuluje!!! Jesteś jesteś heroską i pamiętaj o tym 🙂 Każda z nas popełnia błędy, bo uczymy się być mamami i uważam to za bardzo ciężką i wymagającą prace nad sobą przede wszystkim. Szkoda, że wielu informacji nie uczą dziewczyn w szkołach o karmieniu, żywieniu itp, a przecież to takie ważne…
      Kiedyś pewna starsza Pani powiedziała mi, że pierwsze dziecko to eksperyment naukowy, którego wynik poznasz po 30 latach z perspektywy czasu rozumiem jej stwierdzenie. Sama była mamą ośmiorga dzieci i szybko została wdową więc życie też doświadczyło ją. Każde kolejne dziecko – powtarzała – mimo, że jest mniej zagadkowe dla Ciebie to wynik i tak jest nie znany.
      Powodzenia na drugiej drodze mlecznej i pozdrawiam serdecznie.

  11. My z moim Olusiem karmimy się już 14 miesiecy☺ ale początki były bardzo trudne. Cesarza, Mały dostał butelkę w sszpitalu więc gdy go przystawialam do płakał okropnie! 2 miesiące ściągalam mleko laktatorem i karmiłam butelka oczywiście ciągle próbując go przystawiac. Aż po 2 miesiącach walki udało się! I teraz wiem, że było warto!

    1. Brawo TY! Każda próba jest ważna, bo nigdy nie wiadomo czy akurat za tym razem się może uda 🙂 U Ciebie właśnie tak było i jest pewnie wielka satysfakcja. Szacunek za ściąganie mleka przez 2 miesiące, ja miałam problem robić to przez miesiąc. Życzę owocnej drogi mlecznej 🙂

  12. I’m impressed, I have to admit. Seldom do I encounter a
    blog that’s equally educative and amusing, and without a doubt,
    you have hit the nail on the head. The issue is something that not enough
    people are speaking intelligently about. I am very happy that I
    found this during my search for something concerning this.

  13. Hey! This is my first visit to your blog! We are a collection of volunteers
    and starting a new initiative in a community in the same
    niche. Your blog provided us useful information to work on. You have
    done a wonderful job!

  14. Its such as you read my thoughts! You appear to understand so
    much about this, like you wrote the book in it or something.
    I believe that you simply could do with a few p.c. to power the message house a bit, but instead of that, that is fantastic blog.
    A fantastic read. I will certainly be back.

  15. Przed ciążą, jak i w czasie ciąży myślałam, ale do to za problem karmic piersią? Moja babcia karmiła 5, moja mama 4, dlaczego ja miałabym mieć problemy? No i tu po raz drugi w mojej krotkiej karierze matki trafilam w ścianę. Pierwszą ścianą był poród naturalny… też myślałam, że niby dlaczego mam nie dać rady… a po kilkunastu godzinach walki jednak trzeba było zrobić cesarkę. Nie mialam pokarmu. Nic zero. Córka płakała z głodu, położne kazały przystawiac do piersi. I jak najbardziej malutka ssala pierś nawet godzine, bolalo jak cholera, na sucho. Potem plakala z glodu, z rozczarowania chyba. Czulam sie okropnie. A sztucznego nie chciała. Sytuacja tak mnie stresowała, że mega źle sie sama ze soba czulam. Obwinialam sie o brak pokarmu, o to, ze nie dalam rady urodzic naturalnie. Polozne były opryskliwe. Nieprzyjemne. Zero wsparcia. Na szczęście gdy nas wypuscili do domu i przylozylam coreczke do piersi pokarm ruszyl. Zdzwiona mine corki, ze cos leci nie zapomne do konca zycia 😊 ale walka o pokarm trwala jeszcze pół roku. I prosiłam, zeby chociaz miesiąc sie udalo, potem chociaz 3, potem pol roku… i tak nie mogalm skonczyc i karmilam 23 miesiące ❤ choc oznaczalo to pobudki czasem nawet co 15 minut… ale dalam radę:-) trzeba miec naprawde duzo samozaparcia i przede wszysykim wiedziec jakie to wazne dla dziecka. A bylam naprawde bliska poddaniu sie i nie dziwie się, ze duza czesc osob rezygnuje. Ale niech mi nikt nie powie, ze karmienie piersią jest latwiejsze i wygodniejsze niż butelką.. ale jedno jest pewne… jest to na pewno piękne 😊 i żeby nie było ja nie krytykuję karmienia butelką, po prostu ja wybrałam i walczylam o taka forme karmienia 😘

    1. cudownie, że udało Wam się karmić ❤ to takie piękne. Twoja droga nie była łatwa, ale pewnie wzrusza Cię nadal 🙂 Gratuluje sukcesu i wytrwałości. Oby więcej takich mama :*

Dodaj komentarz