Postanowienia noworoczne, czyli zeszłoroczne zmory

Postanowienia noworoczne to coroczny rytuał, ale kilka z nich wraca co rok na listę do zrealizowania i stało się taką zmorą każdego roku. W tym roku chce okiełznać wszystkie zmory lat poprzednich 🙂 Zobaczcie jakie to potwory są!

Wiele z nas – kobiet – w swoich postanowieniach noworocznych piszę SCHUDNĄĆ. W moich też taki magiczny frazes się pojawia. W zeszłym roku od stycznia do maja zeszłam z rozmiaru 38/40 na 34/36 🙂 Uważałam to za ogromny sukces i… I na laurach spoczęłam! Wiecie jak to się skończyło?! Stało się tak, że wróciłam do tej nieszczęsnej 40 i jest mi źle z tym.. Więc po raz kolejny postanawiam schudnąć i wrócić do racjonalnego żywienia, a nie jak przez ostatnie pół roku coś w biegu na szybko! Tylko, że w tym roku jest to większym wyzwaniem niż w zeszłym. A wszystko przez przeprowadzkę, urządzanie mieszkania, tworzenie bloga, szycie i naukę korzystania z nocnika Tymka! Trochę się tego zebrała, ale to mnie tylko dodatkowo motywuje 🙂 Ale skupię się na tym bardziej w lutym kiedy ogarnę styczniowe priorytety i papierkologię związaną z mieszkaniem.

Innym ważnym dla mnie postanowieniem w tym roku jest branie mniejszej ilości zadań na siebie (chodź po planie styczniowym tego nie widać, ale i tak jest mniej niż miało być). Co roku obiecuje to sobie i biorę coraz więcej 🙂 Obowiązki należy dzielić i tak robimy od roku, ale w tym roku jeszcze więcej obowiązków dzielimy między siebie. Radością napełnia się moje serce, że mój mąż rozumie moje potrzeby i wie ile dla mnie znaczy tworzenie (tekstów, zabawek i ozdób). Tylko, żeby znowu nie wpadła na genialny pomysł i rozpoczęła jeszcze jakiś ekstra projekt, który mi osobiście poza satysfakcją nie da nic! Musze się pilnować, bo społeczniczka ze mnie ogromna, a ludzie potrafią to wykorzystywać. Stąd nauka asertywności, której uczę się od synka – NIE i koniec 😀

Chce jeszcze w tym nowym roku zrobić dwa milowe kroki, czyli prawo jazdy (którego wciąż mi brakuje) oraz opanować umiejętność (a raczej pokonać strach) komunikowania się w języku angielskim. Nie macie pojęcia jak te dwie rzeczy mi ciążą na sercu… Dosłownie snują się za mną od lat i zawsze lądują na samym szarym końcu postanowień noworocznych z tą różnicą, że w głowie pisząc je myślę jak znajdę chwilę to to zrobię, a wszyscy dobrze wiedzą, że nie ma takiej chwili!!! Jeśli się łudziłaś, że jest to oświadczam wszem i wobec, że nie ma. No chyba, że sobie ją sama zorganizujesz.

A Wy jakie macie palny i postanowienia na ten rok? A może Wam też towarzysza takie zmory? Dzielcie się nimi może znajdziemy wspólne rozwiązanie 🙂

Pozdrawiam,

Anka

4 comments / Add your comment below

  1. Wspominasz o tym, co w ubiegłym roku stanęło na przeszkodzie w utrzymaniu rozmiaru 34/36. Mnogość obowiązków. Ich raczej nie będzie mniej w przyszłych miesiącach i latach, sama wspominasz o nowych planach rozwojowych. Pamiętaj aby tegoroczne rozmiarowe postanowienia dotyczyły nie tylko etapu chudnięcia ale przede wszystkim stabilizacji;)

    1. Zgadza się obowiązków mi nie ubędzie, ale wróciłam do systematycznego ćwiczenia i tworzenia jadłospisów tygodniowych. To zawsze ułatwiało zdrowe żywienie i jedzenie systematyczniej 🙂 Powrót do rozmiaru 36 jest celem, ale raczej drugorzędnym ważniejszy jest powrót do regularnych posiłków w domu, a nie na mieście.

  2. Ja zawsze mam postanowienie, że w końcu przytyję. Ale jak na razie mi to nie wychodzi. Ale w tym roku postanowiłam, że w końcu zacznę pracę nad moim wymarzonym blogiem i w końcu jest. Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w postanowieniu pisania go regularnie.

    Piękne zdjęcia. Powtarzam się, ale nie mogę się napatrzeć. 🙂

    1. Bardzo dziękuję. Zdjęcia kocham robić, ale cały czas uważam, że są niedoskonałe. Cieszę się, że podobają się komuś. A co do postanowień to ważne, aby w końcu je zrealizować 😀 Powodzenia :*

Dodaj komentarz