Dziecko w restauracji

Dziecko w restauracji z czym kojarzy się Tobie to hasło?! Bo mi szczerze mówiąc kojarzy się z biegającym, rozkrzyczanym dzieciakiem, który robi co mu się żywnie podoba. A co na to rodzice? Albo palą się ze wstydu albo maja to w nosie. A Twoje dziecko jak się zachowuje?

Tymek od pierwszych tygodni życia bywał w hotelach, restauracjach, salach szkoleniowych i dla nas to było całkiem normalne (przeczytasz o tym tutaj). Mimo wszystko długi czas wizja dziecka w restauracji kojarzyła mi się bardzo źle! Szczerze popieram, aby były miejsca, w których nie ma dzieci. Czujesz się oburzona? Dlaczego? Cofnij się do czasów, kiedy chodziłaś na randki i w momencie gdy Mężczyzna (Chłopak) zaczyna Cie całować, karmić albo wyznaje miłość, a w tle drze się dziecko “NIE CHCE!!!” i ryk…. Hmm.. Ja pamiętam czasy, gdy wybierałam miejsca, w których raczej nie bywają rodzice z dziećmi. I byłoby fajnie (przynajmniej dla mnie) jakby restauracje miały znaczek “nie dostosowane dla dzieci”. Obraża Cię to? To nie czytaj, sorry! Wiecie Tymek jest raczej grzecznym i usłuchanym dzieckiem, ale jak ma dzień, że nosi go na prawo i lewo nie biorę go do knajpy tylko na plac zabaw.

Tymek (9miesięcy) z Tatą w trakcie pokazu make up

Czyli co teraz już tylko siedzenie w domu?

Oczywiście, że nie! Moim zdaniem dziecko można przyzwyczaić do wszystkiego. Jesteś dorosła, ale kiedy jesteś w nowym miejscu i sytuacji czujesz lekki dyskomfort albo nabierasz dystansu. Dzieci tak nie potrafią! Serio, nie potrafią! Jest dużo nowych osób, nowe miejsce i zestresowani rodzice – jak to będzie? Wiesz jak będzie tragicznie albo cudownie. Kwestia temperamentu Twojego dziecka i Twojego oraz nastawienia. Jeśli reagujesz nienaturalnie maleństwo od razu to wychwyci. Jeśli cały czas mówisz do dziecka “nie wolno”, “nie rób” i “siedź” to wysyłasz negatywne sygnały i dziecko automatycznie staje się raczej agresywne, przekorne lub przestraszone. Skoro zabierasz je do restauracji daj mu odczuć, że to fajne miejsce i można przyjemnie w nim spędzać czas.

Tymek (7 miesięcy) na pierwszym wspólnym obiedzie

Od czego zacząć?

Trzy punkty zanim pójdziesz z dzieckiem pierwszy raz do restauracji! Warto zapewnić komfort sobie, dziecku i innym gościom.

Po pierwsze. Na samym początku ustalenia godziny – maluszek nie może być senny i co najważniejsze głodny. Warto zaczynać przygodę z wychodzeniem do knajp u małego dziecka tak 6-7 miesięcznego. Moim zdaniem czym młodsze dziecko tym lepiej, bo nabiera wcześniej obycia z nowym miejscem i sytuacją. Tymek miał 7 miesięcy jak wspólnie jedliśmy pierwszy obiad w Restauracji Sphinx.

Po drugie. Opowiadaj dziecku gdzie idziecie i jak tam będzie. Ten punkt u nas był pomijany wcześniej, ale odkąd Tymek się “buntuje” zostaje poinformowany gdzie idzie, co będziemy tam robić, ile czasu tam mniej więcej będziemy i co najważniejsze czego oczekujemy od niego. To bardzo ułatwia dziecku funkcjonowanie w społeczeństwie, a rodzicom daje pewną dozę spokoju – tu akurat mowa o starszych dzieciach takich co najmniej 15 miesięcznych. 🙂

Po trzecie. Nie patrz na to co powiedzą inni. To jest Wasz czas, Twój relaks i nie daj się zwariować. Nie pozwól dziecku też oczywiście na wszystko, ale to, że będzie np. raczkowało między stolikami przy, których nikogo nie ma – pozwól mu. Tymek czasem zaczepia ludzi przy innych stolikach, ale tylko tych, którzy do niego się śmieją. Nie wiem, może odbiera to jako zezwolenie na pogaduchy 🙂

To tyle. Wyluzuj czasem i pozwól dziecku na korzystanie z przestrzeni restauracji w taki sposób, aby nie przeszkadzało innym gościom. Ale nie daj się zwariować, że zapłakało czy zrzuciło coś na ziemię. To jest nadal dziecko i ma prawo na wyrażanie swoich emocji w sposób ekspresyjny.

Tymek (8 miesięcy) niedzielne wyjście

Co warto zabrać?

Wybierając się z małym, malutkim dzieckiem do knajpy warto zabrać plastikową miseczkę (jeśli rzuca wszystkim to wiesz, że nie zbije tego). Śliniaczek, aby choć trochę ochronić ubranie, ale i tak zabierz coś na zmianę w razie “W”. W momencie kiedy miejsce, które wybrałaś na obiad nie dysponuje krzesełkiem do karmienia (zastanów się czy nie warto zmienić lokalu) albo zamiast standardowej rączki w wózku warto zamontować tackę i wówczas pamiętać o czymś zabezpieczającym wózek przed zabrudzeniem. To chyba wszystko? Zapomniałam o czymś?

Tymek (1 rok i 11 miesięcy) w trakcie spotkania biznesowego

Co zamówić dziecku?

To jest pytanie za 100 punktów. Teraz kwestia jaką metodą karmisz dziecko czy papkami czy stosujesz BLW? Jeśli BLW to temat prosty – zamawiasz obiad, którym możesz poczęstować dziecko. Mały dostawał od nas pieczone ziemniaczki, makarony z sosem, marcheweczki, selery, mięsa wszelkiego rodzaju, nawet frytki. Dla nas wyjście do równa się przyjemność dla wszystkich, więc skoro my jemy pizze to Tymek też. Nie broń dziecku jeść czegoś, co właśnie sama wkładasz do buzi mówiąc, że jest to złe albo niedobre. Wtedy burzysz niechcący własny autorytet i utwierdzasz dziecko w ty, że mama może jeść wszystko nawet to niedobre, więc jak będzie duże to też tak będzie mogło! Jeśli tego chcesz spoko, ale jak wyrabiasz w dziecku dobre nawyki żywieniowe (więcej o tym tutaj) to zamawiaj tak, aby dziecko mogło spróbować wszystkiego z Twojego talerza i to samo tyczy się talerza Taty. Jeśli karmisz papkami to prosić o odgrzanie słoiczka i karmisz dziecko 🙂 (Choć ja papek nie polecam, ale o tym innym razem).

Tymek (1 rok i 8 miesięcy) w Karpaczu na pizzy

Teraz życzę Ci miłych wyjść rodzinnych do restauracji. Napisz jak wygląda to u Ciebie? Coś dodałabyś do listy albo jaką Ty masz receptę? Masz pytania? Pisz!

Spodobało Cię, zainteresowało udostępnij, skomentuj – zostaw ślad po sobie i daj innym szanse na relaks z dzieckiem 🙂

Tymek (1 rok i 8 miesięcy) w Hotelu Gołębiewskim – pierwszy samodzielnie zamówiony koktajl

Polecam również:

Pozdrawiam,

Anka <3

 

 

14 comments / Add your comment below

  1. My również od małego chodziliśmy z naszymi dziećmi do restauracji. Sekretem naszych udanych wyjść było zawsze coś dobrego do jedzenia zamówionego dla naszych dzieci + jakaś atrakcyjna zabawka w zanadrzu 😉

    1. Też dobre podejście 🙂 Tymek nie zawsze miał apetyt jako malutkie dziecko, teraz już jako prawie 3 latek sam zamawia sobie jedzenie jak są obrazki w menu 🙂

  2. Karolina również chodzi z nami do restauracji. Na początku zdarzały się wpadki ale teraz jest już całkiem fajnie.
    A co zabierania na plac zabaw jak dziecko nosi to ja mam trochę inne podejście… przeczytasz o tym u mnie w jednym z ostatnich wpisów.

    1. Bardzo chętnie przeczytam Olu. Jeśli chodzi o stwierdzenie z tekstu to raczej miała być przenośnia niż sugestia, ale może tego nie przemyślałam. 🙂 Synek w sumie woli rysować czy lepić z plasteliny, gdy coś go gryzie.

  3. Świetne podejście do tematu! Zgadzam się w 100%! Nie mam dzieci, ale czasem mnie nosi, gdy jestem w restauracji i nagle wrzask, bieganie wokół mojego stolika i płacz. Jestem wyrozumiała, bo to przecież tylko dziecko, ale nie znoszę, gdy maluch drze się w niebogłosy, a rodzice udają, że nie ma problemu i są zajęci wyłącznie sobą. Albo co gorsza, robią więcej hałasu niż ich pociechy, no na całą knajpkę prawią morały. Trzeba znaleźć złoty środek i jeśli widzimy, że córka/syn mają humory to chyba nie jest najlepszy czas na obiad z trzech dań 🙂

    1. trzeba zawsze liczyć siły na zamiary. Wiesz wyrozumiałość to jedno, a stracona chwila to drugie.. I faktycznie dorośli zwracając uwagę dzieciom często zachowują się gorzej niżeli te dzieci. We wszystkim trzeba znaleźć umiar i pewien luz. Dzięki za komentarz od drugiej strony 🙂 Bo zostając mamą często zapomina się wcześniejsze etapy! A szkoda 🙁

  4. Zupełnie nie oburza mnie napis “lokal nie dla dzieci” czy coś w tym stylu, wręcz tego od lokali oczekuję 🙂 mało wychodzimy, choć dziecko akurat w knajpach fajnie sobie radziło, wybieraliśmy czas, w którym nie jest śpiące, głodne (żeby nie było marudne) lub w innym dziwnym nastroju. Czekamy do Wielkanocy i potem zrobimy parę najść na restauracje “przyjazne rodzinom” 😉 Ps. Oby tylko krzesełka do karmienia były czyste 😉

    1. Fantastycznie 🙂 Jeśli obawiasz się krzesełka do karmienia weź żel antybakteryjny i przetrzyj je albo chusteczkami wilgotnymi. Wtedy zawsze jest lepiej 🙂 Miejsca przyjazne rodzinie są genialne dla dzieci po posiadają zabawki i kąciki dla najmniejszych. We Wrocławiu jest restauracja (tylko nazwy nie pamiętam), w której jest miejsce dla dzieci z animatorem – ponoć. Takich miejsc jest coraz więcej w różnych miastach 🙂 Bawcie się dobrze i napisz jak było 🙂

    1. to super i fajnie, że dzieci mają okazje bywać z Wam w różnych miejscach. My też synka zabieramy wszędzie, choć rodzina czasem pyta “Po co go tam ciągniemy?” Spotkałaś się z takim stwierdzeniem?

  5. Myślę, że punkt 3 jest najważniejszy. 🙂 Żeby się nie przejmować, a nie mówić dziecku, żeby siedziało cicho i grzecznie, nie ruszało się i nie mówiło za głośno. Wtedy takie wyjścia na pewno nie będą im się dobrze kojarzyć. 🙂

    1. rodzice w tez nie odpoczywają tylko cały czas w stresie :/ Ważny jest pewien luz. Przecież to tylko dziecko

Dodaj komentarz