Tup, tup.. czyli nauka chodzenia cz.1

Zanim dojdzie do pierwszych kroczków Twojego dziecka zdążysz ucałować wiele guzów i siniaków. Dlatego na rynku istnieje wiele przedmiotów ułatwiających i stymulujących do nauki chodzenia. Rozpocznijmy przegląd ich pod względem dobra dziecka.

Twoje dziecko uśmiecha się do Ciebie, wyciąga rączki i robi pierwsze kroczki. Ufa Tobie, że w razie potrzeby je złapiesz. Taki obraz widziałam oczami wyobraźni jeszcze będąc w ciąży. Miał być to moment bajkowy i pełen radości, nadziei i wzajemnego zaufania. Rzeczywistość jednak pokazała, że zanim stanie się bajkowo musimy przeżyć lekki horror. Guzy, siniaki, płacz i oczy “dookoła głowy”. Chcesz pomóc dziecku w tym okresie i ochronić je przed bólem – to normalne. Więc zaczynasz szukać…

W sklepach widać masę różnorodnych przedmiotów wspomagających i stymulujących naukę chodzenia. Tylko czy to wszystko jest potrzebne? Które wybrać, aby nie zaszkodzić Szkrabkowi? Takie dylematy zaczęłam przeżywać, gdy Tymo skończył 4 miesiące i zapytano mnie gdzie postawimy chodzik. Hmm..??

Kask ochronny

Co wybrać chodzik, pchacz, czy jeździk? Choć w tym okresie nie słyszałam jeszcze o kaskach ochronnych dla dzieci (no, jest taki twór). Dowiedziałam się o nich na placu zabaw wraz z historią, która Tobie opowiem.

Mama chcąc chronić swoją córeczkę przed guzami kupiła kask. Dziewczynka nosiła go zawsze, gdy była na podłodze oraz okazjonalnie jak była na dworze. Po jakimś czasie Mama musiała wrócić do pracy, a dziewczynka iść do żłobka. Pierwszego dnia w żłobku (bez kasku) dziewczynka uderzyła się niefortunnie w głowę i rozcięła sobie czoło. Mama była oburzona, że jak to się mogło stać pod opieką Pań w żłobku.. Panie przepraszały i wszystko ucichło. Dziewczynka spędziła kilka dni w domu.

Po tygodniu wróciła ponownie do żłobka – Panie bacznie ją obserwowały! Dziecku nic się nie stało, ale Mama została poproszona do Dyrektora placówki. Ze strachem w sercu, że znowu coś się stało pobiegła do żłobka. Dyrektor zapytał czy dziewczynka ma problemy ze wzrokiem, bo nie potrafi oceniać odległości i często uderza się o przedmioty, Mama zaprzeczyła i powiedział, że w domu to się nie zdarza, ale skoro ma taki problem to ona przyniesie kask ochronny. Mina Dyrektora i Pań w żłobku były ponoć bezcenne! Wytłumaczono Mamie dlaczego córeczka ma problem i dyplomatycznie zasugerowano, że to wina kasku. Po tej całej sprawie kask ponoć wylądował w koszu, a dziewczynka już nie uczęszczała do tego żłobka.

Morał z tego taki, że te guzy, siniaki i upadki są niezbędne w życiu małego człowieka. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Jeśli masz szklany stolik kawowy z ostrymi narożnikami to powinnaś zabezpieczyć go dla dobra dziecka. Mimo wszystko 🙂

Ale wróćmy do pozostałych przedmiotów. Postaram się naświetlić temat 3 bardzo popularnych przedmiotów, na które trafiłam szukając rozwiązania dla nas. Mowa o chodziku, jeździku i pchaczu (początkowo nie wiedziałam, że istnieje różnica między pchaczem a jeździkiem).

Chodzik

O chodziku można przeczytać naprawdę wszędzie i wiele. Lekarze trąbią na alarm o jego szkodliwości, zwolennicy twierdzą, że jest to nad wyraz oraz nadeszła nowa moda. Moda czy nie, ale warto wiedzieć jak to jest z tym chodzikiem.

Zacznijmy od zalet chodzika. Jedną z pierwszych, które mi przychodzą do głowy to wcześniejsza możliwość poruszania się na dwóch nogach, gdzie 6. miesięczne dziecko czasem nie potrafi jeszcze nawet siedzieć, a może już chodzić. Kolejną (choć tylko pozorną) zaletą jest chronienie dziecka przed upadkami i uderzeniami. Ogromną zalet na pewno jest piękną konsolę chodzika z melodyjkami i guziczkami oraz innymi cudownym zabawkami. Jest jeszcze jeden argument dla rodziców zapracowanych, zmęczonych, to dobrodziejstwo wygody i zmniejszenia koncentrowania uwagi na dziecku, bo niby się nie przewróci, nie uderzy czy nie weźmie niczego do budzi poza przedmiotami na konsoli.

Widząc zalety można przypuszczać, że to nawet nie najgorsze rozwiązanie, ale w momencie gdy trafia się na opinie lekarzy ortopedów oraz rehabilitantów to już gorzej wygląda. To teraz napiszę Ci o wadach chodzika. Argumentem, który mnie osobiście zaskoczył, to fakt, że chodzik potrafi opóźnić samodzielne chodzenie o 4 tygodnie w porównaniu do dziecka niewkładanego do chodzika. Szokujące, bo przecież on miał pomóc w nauce chodzenia. Dzieje się tak, ponieważ w chodziku dziecko nie używa właściwych mięśni odpowiadających za samodzielne chodzenie. Nie wiem czy miałaś okazję widzieć dziecko w chodziku? Zwykle podskakuje i na początku odpycha się paluszkami – prowadzi to do płaskostopia, wiedziałaś o tym? Idźmy dalej… przesuwa się, cieszy i… nieprawidłowo obciąża stopy, nogi i miednicę! A gdzie, prawidłowe przenoszenie ciężaru ciała z jednej stopy na drugą stopę.

Często występuje, u dziecka uczącego się chodzić w chodziku, problem z przestrzenią i percepcją własnego ciała. Takie dziecko nie potrafi prawidłowo oceniać odległości, przez co wielokrotnie nie zapobiega ewentualnym zagrożeniom. Powiedzmy, że malec stawia pierwsze kroki ucząc się chodzić tradycyjną metodą, nagle zaczyna tracić równowagę i rozkłada ręce, a upadając automatycznie wyciąga je przed siebie albo chociaż chroni głowę unosząc ją w górę. Natomiast dziecko, które uczyło się chodzenia w chodziku nie potrafi bezpiecznie upadać i nie radzi sobie zbyt dobrze ze swoją nieporadnością. Przez to dziecko nie ma koordynacji ruchowej, ma problem z omijaniem przedmiotów, oceną odległości i zagrożeń.

Kolejnym ważny etap rozwojowym dziecka jest raczkowanie. Jeśli nie zaczęło przed włożeniem go do  chodzika, to raczej już nie zacznie. A przecież dziecko raczkując doświadcza otoczenia, poznaje przestrzeń oraz ocenia własne możliwości. Trzeba też uwzględnić fakt, że raczkujące dziecko samodzielnie stymuluje się do odkrywania nowych technik przemieszczania się i docierania do celu.

Pamiętaj, że każde dziecko jest inne i potrzebuje do wszystkiego dorosnąć i dojrzeć. Dlatego wymuszając przedwcześnie pozycje stojącą u dziecka – szkodzisz mu, bo jego kręgosłup i nóżki nie są na to gotowe. Dziecko wie, naprawdę wie, kiedy jest już gotowe do kolejnego etapu. Jest bardziej świadome swojego ciała niżeli dorośli! Wykuj w pamięcią, a jak to nie pomaga to napisz sobie na ścianie, że UKŁAD KOSTNY I ROZWÓJ RUCHOWY ZAWSZE IDĄ W PARZE!! Dlatego lekarze przestrzegają rodziców przez korzystaniem z chodzików.

Moim zdaniem chodzik rozleniwia dziecko, zaburza rozwój błędnika odpowiedzialnego za równowagę i percepcje wzrokową, która pozwala oceniać odległość i niebezpieczeństwo. Ogranicza rozwój mózgu przez brak nowych doświadczeń, przeżyć, doznań i dużo mniejszą liczbę bodźców. A przecież zależy Tobie na rozwoju  dziecka? No chyba, że nie to luzz.. Mi zależy więc Tymek nie miał chodzika.

Na koniec mój ulubiony tekst o chodzikach napisany przez Angelikę autorkę bloga Godmother, który sugeruje Tobie, że jeśli decydujesz się na chodzik – ok! Tylko musisz wiedzieć, co powiedzieć swojemu dziecku, kiedy zapyta się dlaczego było wkładane do chodzika. Twoja odpowiedz wg. Angeliki powinna brzmieć następująco:

„Drogie dziecko. Gdy byłeś mały świadomie przedkładałam własną wygodę nad twój rozwój intelektualny. Wiem, że dziś słabiej radzisz sobie w szkole, i że nie jesteś już w stanie nadrobić pewnych braków, wiem też, że się do tego przyczyniłam. Wiem, że chodziki stworzone są tylko dla wygody matek, które mogą zająć się czymś innym niż opieką nad dzieckiem, wiem też, że szkodzą każdemu dziecku w każdym przypadku. Wybacz.”

Cały artykuł Angeliki znajdziecie tutaj -> Dlaczego chodzik jest zły? Dla mózgu. Gorąco polecam!

A Ty co sądzisz o chodziku? Miałaś z nim doświadczenia czy szukasz na razie rozwiązania dla swojego dziecka? A może rozważasz kwestie kasku ochronnego?

Jak podobało się? Jeśli tak to komentuj, daj znać o sobie i podziel się dalej udostępniając. Niech wiedza idzie w świat 🙂

Pozdrawiam,

Anka <3

PS. Weźcie udział w konkursie organizowanym z okazji Roczku Pępka Świata 🙂

*Umieszczone fotografie produktów nie wskazują na konkretne marki czy producentów. Wykorzystane z ogólnodostępnych stron w Internecie: sunbaby.pl, ceneo.pl, smyk.com.

14 comments / Add your comment below

    1. w necie jest masę informacji rozrzuconych po różnych stronach, dlatego postanowiłam zebrać wszystko w jednym miejscu 🙂

  1. Moja starsza córka miała chodzik i powiem szczerze ze szybko zaczęła samowolnie chodzic. Przed roczkiem już zaczęła. Teraz mam druga córke i nie wiem jak to bedzie wygladac w jej przypadku.
    Swietny artykuł 🙂

    1. dzięki za ocenę artykułu.
      Mam pytanie co do pierwszej córeczki.. Czy miała napięcie mięśniowe czy okaz zdrowia?

      Bo wystarczy mała asymetria i problemy wychodzą po latach…

  2. O kaskach i chodziku mam podobne zdanie. Dziecko raczkując, a później chodząc uczy się świadomości swojego ciała, wie, gdzie się kończy i lepiej omija przeszkody. Jestem zwolenniczką nie przyspieszania na siłę. Bo przecież półroczne dziecko w chodziku wcale chodzić nie potrafi bez chodzika. Eh są rodzice, którzy wkładają dziecko do skoczka i twierdzą, że potrafi skakać, a przecież samo bez poocy nóg nie potrafi podnieść.

    1. Dokładnie Sylwia. Dziecko uczy się skakać koło 2-ego roku życia. A przyspieszacze słabo wypadają 🙁 Fakt, mój synek miał pchacz, ale więcej o tym będzie w kolejnej części 😀

    1. I wg. mnie bardzo dobrze robisz 🙂 i dziękuje 😀 Sama byłam młodą mamą i szukałam wielu informacji. Stąd pomysł, aby wszystko zebrać w jednym miejscu 😀

    1. To super 🙂
      I daliście rade 😀 Bo już kilka razy słyszałam, że z jednym to łatwo ale przy dwójce to już innej opcji nie ma.. taka wymówka.

  3. Ja miałam syna w chodziku. Teraz wiem ze to był okropny błąd. Syn ma 2 latka i jeszcze nie chodzi.. 😢😢

    1. Kinga współczuje.. Człowiek całe życie uczy się na błędach. Teraz już wiesz jaka jest siła reklamy i niewiedzy. Jestem ciekawa co zalecił Wam lekarz rehabilitacja czy jakieś inne rozwiązanie?

Dodaj komentarz