Długie karmienie piersią – ponad trzyletnia droga mleczna

23 września minęły 3 lata jak karmię Tymka piersią i wiele rzeczy od początku naszej drogi mlecznej się zmieniło. Świadomość, że wiele kobiet nie wie, co niesie z sobą tak długa droga mleczna zachęciło mnie do napisania o tym kilku słów. A może kilkuset 🙂

A miało się udać, chociaż przez 3 do 6 miesięcy

W ciąży czytałam wiele poradników i znalazłam w nich informacje o trudnościach związanych z karmieniem piersią. Bardzo serio do tego tematu podchodziłam, więc założyłam sobie w głowie, że dam rade choćby nie wiem, co karmić przez 3 miesiące. W końcu moje mleko jest tylko ważne do 6 miesiąca życia, a potem..? Wtedy nie zastanawiałam się, co potem nastąpi.

Po porodzie okazało  się, że karmienie to trudna sprawa – przynajmniej dla mnie (więcej o tym tutaj). Wtedy podjęłam decyzje  tylko 3 miesiące i oby je przetrwać. Z bólem serca w szpitalu podawałam dziecku buteleczki z mlekiem modyfikowanym, bo sama nie miałam pokarmu. W domu po wizycie położnej środowiskowej, która zapaliła światełko nadziei na dłuższe karmienie wrócił pomysł 6 miesięcy naszej drogi mlecznej.

Po 2 miesiącach karmienie i docierania się z Tymkiem. Znaleźliśmy naszą ulubioną pozycje do karmienia, miejsce i zgraliśmy się w drzemkach. To był moment, w którym byłam już w 100% przekonana o słuszności swoich decyzji i walki, którą stoczyła. Mimo tego skoki rozwojowe i kryzys laktacyjny szczerze mówiąc nie pomagał. Zdarzały się chwile zwątpienia, szczególnie, gdy Maluszek spędzał cały dzień przy piersi. Były i momenty frustracji, bo brak snu i czasem nie moc drażnią. Tylko wszystkie te chwile odchodzą w niepamięć z czasem i pozostaje wspomnienie pierwszego uśmiech, wspólnych zabaw oraz milowych kroków, które dziecko zdobywa.

5 miesięcy minęło jak z bicza strzelił. Na szczęście w między trafiliśmy na świetną grupę wsparcia laktacyjnego i tam doznałam olśnienia, że można, a wręcz powinno karmić się dłużej niż 6 miesięcy. To był dobry moment dla nas, bo zaczynałam szukać metod rozszerzanie diety i zastąpienia mojego mleka jakimś innym. A tu wow! Nie trzeba można karmić dalej i nadal ma to taki sam, a może i większy, wpływ na rozwój dziecka i wartościowość jego posiłków. Na spotkaniu doradca laktacyjny opowiadał o dobroci płynącej z długiego karmienia piersią, a uczestniczki mówiły o tym ile już karmią. Jedna z nich karmiła wówczas 26 miesięcy. Pamiętam to, bo przeżyłam lekki szok. Słyszałam o takich mama, które długo karmią, ale nigdy żadnej nie spotkałam, aż do tej chwili.

Po roku skończymy naszą drogę mleczną

Wtedy wiedziałam, że do roku będę karmić Tymka, bo to jest dobre dla niego. Myślałam wówczas, że dłużej nie dam rady. W otoczeniu rodzinnym mówiono, że karmienie strasznie uwiązuje kobietę i ogranicza. Jednak rzeczywistość okazała się inna.

Pojawiły się zęby i miało to oznaczać koniec karmienia, tak wydawało się niektórym. Tylko zęby nam nie straszne. Na szczęście Tymek jakoś bardzo nie gryzł mnie, ale zmiany pozycji czasem irytowały. Co tu będę ściemniać, nie raz chciałam rzucić to w cholerę! Na prawdę były momenty złości, słabości czy frustracji. Tymek nadal nie przesypiał nocy. Budził się 2-3 razy w nocy, a w dzień karmiłam na żądanie.

Okazało się również, że Tymek woli tatę 😛 kilka razy zdarzyło się, że musiałam wyjść na 8-10 godzin. Wtedy mężczyźni rządzili w domu i świetnie sobie radzili. Mleko nie było potrzebne w tym czasie, bo Maluszek w tym czasie sam jadł kaszkę, owoce i obiad, jaki podawał tata.

Wcale nie czułam się uwiązana w domu, bo karmiłam piersią. Wręcz miałam poczucie ogromnej wolności, bo karmić mogłam wszędzie i zawsze, a dziecko jeździło z nami wszędzie i prawie zawsze. Każdy z nas miał swój sposób na uśpienie Szkrabka, zaspokojenie potrzeby bliskości i pożywienia.

Roczniak, dwulatek czy trzylatek tak samo lubią mamy mleko

Po roku Tymek wykazywał mniejsze zainteresowanie piersią i myślałam, że zbliżamy się do końca nasze przygody. Tylko to było bardzo krótkotrwałe i dało mi przekonanie, że Tymek sam najlepiej wie, czego potrzebuje na danym etapie życia.

Kiedy tylko Malec zaczął przesypiać całe noce. To było koło 18 miesiąca, poczułam nagły przypływ energii i siły na dalsze kamienie. Po prostu nie było już karmienia na żądanie, jak to było wcześniej, tylko o jasno określonych porach. Czyli cycuś był rano, do drzemki i na dobranoc. W sporadycznych sytuacjach karmiłam w nocy, gdy się obudził i bez ograniczeń w trakcie gorszego samopoczucia czy choroby (w naszym wypadku głównie przeziębienia). Omówienie tego z  dzieckiem dało fantastyczny rezultat i jakoś w trakcie dnia nie dopominał się o karmienia.

Karmienie półtorarocznego czy dwuletniego dziecka daje ogromne możliwości porozumiewawcze. Zawsze można porozmawiać z różnorakim skutkiem, ale warto próbować. Czym starsze dziecko tym więcej rozumie, ale też więcej oczekuje. Musimy dostosowywać język do możliwości poznawczych dziecka i przedstawiać sytuacje w sposób prosty. Przykład prosto z naszego domu, byłam chora i źle się czułam po rozmowie z Tymkiem (2 lat i 3 miesiące) ustaliliśmy, że cycuś na dobranoc jest ok, ale do drzemki już odpada, bo mama jest chora i.. Olśnienie i fanfary zrozumiał. Przytulał, głaskał, całował i mówił do nich po swojemu. Tylko jak wyzdrowiałam to pierwsze, co zrobił to o nie poprosił do drzemki 🙂

Widzę różnicę między karmieniem roczniaka, dwulatka czy trzylatka. Po pierwsze długość karmienia teraz to ok. 3-5 minut, a potem już przytulanie i głaskanie. Choć przy chorobie zdarza się 20-30 minutowe aktywne ssanie. Po drugie pokarm jest całkiem inny. Ma lekko żółtawy kolor z dużą zawartością tłuszczu i białka, więc wymaga od dziecka większego zaangażowania w trakcie ssania. Po trzecie już nie jest nrem 1, przegrywają z: bajką, zabawą czy ulubioną szynką. Po czwarte 3 latek ma już wszystkie zęby i całkiem inaczej ssie niżeli noworodek czy roczniak. Mam wrażenie, że ssie z pamięci mięśniowej, a nie z odruchu.

Czekamy na samoodstawienie

Karmię już długo, bo wiem, że to dobre i wartościowe dla mojego dziecka. We wrześniu minęło 3 lata i szczerze nie, wiem kiedy nadejdzie koniec. Za to jestem pewna, że wyznaczymy go razem, bo droga mleczna to, co najmniej dwie osoby, które mają prawo wyrazić swoje zdanie.

Momentami jestem zmęczona, choć frustracji już nie ma czy irytacji. Zmęczona fizycznie, bo karmienie to mimo wszystko ogromna praca w tym wypadku mojego ciała. Rozumiem kobiety, które miały dość, nie miały siły walczyć o laktacje, brakowało im wsparcia i siły. Rozumiem, bo zawdzięczam naszą długą drogę mleczną kilku ważnym osobom.

Mojemu mężowi, że zawsze był przy mnie i wspierał mnie dzielnie. Dawał nadzieje, gdy mi jej już brakowało. Pozwalał na sen, bałagan i realizowanie własnych potrzeb czasem kosztem swoich.

Dziękuję położnej środowiskowej Pani Dorocie Fortunko, która zapaliła światełko nadziei i pokazała, że dam radę. Wsparła w najtrudniejszych momentach, bo na samym początku długiej drogi mlecznej, która o mały włos skończyłaby się zanim dobrze się zaczęła.

Dziękuje Justynie Walczak z Fundacji Mamy Moc za utworzenie grupy na Facebooku i spotkań Grupy Wsparcia Laktacyjnego, które pomogły mi w podejmowaniu dobrych decyzji dla Tymka i mnie samej. Udzielała wsparcia wielu kobietom, pomaga w trudnych początkach i jest organizatorką konkursu “kobiecość w obiektywie”.

Droga Matko,

pisałam to wszytko po to, abyś wiedziała, że są na świecie ludzie, którzy mogą Ci pomóc. Pamiętaj, żeby podejmować decyzje dobre dla siebie i swojego dziecka, a nie tylko otoczenia i pod naciskiem, że wszyscy tak robią. Dbaj o swoją przestrzeń, spokój i równowagę. Ty i dziecko w drodze mlecznej jesteście najważniejsi, a nie brak obiadu czy bałagan. One nie uciekną, a te pierwsze chwile tak.

Pozdrawiam,

Anka <3

Polecam również tekst:

Dodaj komentarz