Zakończenie karmienia piersią – podsumowanie

Droga mleczna jest już tylko pięknym wspomnieniem, które trwało 3 lata i 3 miesiące. Mimo, że będę ciepło wspominać całą przygodę związaną z karmieniem piersią to nie zapomnę ile bólu, łez, zwątpienia towarzyszyło jej na samym początku. Będę pamiętać o stoczonej walce, ale przede wszystkim będę dumna, że się nie poddałam oraz wdzięczna za wsparcie męża, położnej, w późniejszym czasie też doradcy laktacyjnego i całej masy kobiet z grupy  Karmiące 🙂 Wrocław.

Początki trudne, a koniec…

Nie będę pisała tu o samych początkach karmienia piersią (o tym możesz poczytać tu). Będzie o realiach z życia matki, o decyzjach bardzo trudnych do podjęcia oraz obawach, co będzie dalej.. A wszystko to miało odbyć się z szacunkiem wobec emocji i uczuć im towarzyszących u dziecka i u mnie, czyli kończymy drogę mleczną w harmonii. Przynajmniej taki był zamysł.

Po całym załamaniu nerwowym i przyjeździe Tomka do domu na 3 tygodnie odkryłam jak jestem już zmęczona karmieniem piersią. TAK byłam bardzo nim już zmęczona i zaczynało powoli mnie nawet ono frustrować! Byłam świadoma ile daje dobrego Tymkowi na całe życie i nie dawałam sobie początkowo przyzwolenia na emocje, które towarzyszył mi. Teraz wiem, że to nieracjonalne, bo jak zabronić sobie uczuć czy emocji?! Dlatego zaczęłam rozmawiać z Tymkiem o rozstaniu z cycusiem.

Przez 2 dni była odmowa, ale w poniedziałek bardzo bolał mnie ząb i musiałam wziąć środki przeciwbólowe, a do tego byłam mega niecierpliwa. Poprosiłam Tomka, aby uśpił Tyma i wytłumaczyłam maluszkowi, dlaczego dzisiaj akurat będzie usypiał go tata. Poszło gładko 🙂 Dla mnie to było zielone światła, że jednak damy radę zakończyć naszą 39 miesięczną drogę mleczną.  Poczułam spokój!

No to koniec karmienia piersią

Cała sytuacja wyżej opisana miała 18 grudnia i od tamtego czasu już nie karmię. Było to kilka dni przed świętami i szykowaliśmy wszystko na wyjazd do mamy i Adama. Wymagało to trochę wyższej logiki, bo rybki i krewetki trzeba było przygotować na wyjazd, a kotki jechały z nami, bo 5 dni to długo i wszyscy byśmy strasznie tęsknili za sobą.

Do wyjazdu trochę migałam się od usypiania, ale jeśli Tymek prosił o mnie to szłam go oczywiście utulić. Pytał – Mogę mojej cycy czy mame boli ziomb? – zawsze mówiłam, że ząbek boli mnie jeszcze i brałam mocne lekarstwo. Działało i uważałam, że skoro nie płacze i błaga mnie to jest gotów.

22 grudnia wyjeżdżaliśmy na święta. Czas spędzany z Mamą i Adamem dał mi dużo spokoju i luzu. Tymek zawsze chodził spać z Babcią Ewą i zasypiał w 5 sekund (powiedzmy) oraz przez cały ten czas nie pytał o mleczko mamy. Byłam bardzo dumna z niego, że tak podszedł do nowo zaistniałej dla nas sytuacji. Cieszyłam się z naszej decyzji i z faktu, że tak dobrze sobie radzi. Trochę brakowało mi tego tulenia przed snem, ale wiedziałam, że jak wrócimy do domu to znowu będę tulać go do snu.

Zmiana sytuacji

Po powrocie do domu od Babci Ewy i Dziadka Adama wszystko się zmieniło i to o 180°. Nadszedł czas na sen i wtedy przeżyłam szok! Płacz, że tęsknij za cycusiem, że jest jego i bardzo mu go brakuje. Ostatecznym argumentem przed wybuchem histerii było tekst cytuje: Musisz mi dać! Prosiłem! Daj, bo mi brakuje i spać nie mogę! Zamurowało mnie, przecież było tak pięknie i spokojnie. Myślałam, że udało nam się wszystko tak płynnie skończyć, a tu taka histeria. Ta sytuacja była trudna dla nas obojga. Tymek w końcu zasnął cały w łzach i przytulony do misia, bo na mnie się obraził.

Rano po śniadaniu rozmawiałam z Tymkiem o tym, że już pożegnał się z cycusiem i już mleczka tam nie ma – po prostu skończyło się. Myślałam, że już jest ok, aż nagle Tymek poszedł do łóżeczka i krzyczy Mama, choć. Przyszłam do niego nie wiedząc, co zaraz się stanie. Poprosił o drzemkę (raczej staram się unikać  drzemek popołudniowych, bo potem w nocy jest problem), ale widziałam jego zmęczenie i dostrzegłam też karat… Otuliłam go kołderką i przytuliłam mocno, a tu niton nizowąd płacz. Myślałam, że coś się stało, a tu cały lament o mleczko i cycy, szarpanie i krzyki jego powodowały u mnie poczucie winy, ale wiedziałam, że już nie mogę dać mu mojego mleczka. Po 10 minutach histerii padł ze zmęczenia. Sytuacja powtórzyła się znowu w nocy.

Zaczynałam wątpić w swoją decyzję, ale nie było już odwrotu. Po tym rozhisteryzowanym dniu nastał spokój. Spokój pełen harmonii i zrozumienia, gdy przyszedł czas spania trochę się bałam tego, co nastąpi. Było.. Miło i poza pytaniem czy dam mu cycy i pogodzeniem się z odpowiedzią nic się nie działo. Przytulił się mocno i zasną. Następne noce wyglądały podobnie: pytał, otrzymywał odpowiedź odmowną wtedy albo się przytulał i zasypiał albo odwracał się i tulił misia. Warto było przetrwać 2 dni żalu i smutku, aby znowu nastał spokój i równowaga.

To już 3 tygodnie

Teraz już nie pyta, nie szuka i nie słyszę o tym jak bardzo tęskni i jak mu bardzo brakuje mu cycy. Zobaczymy jak będzie dalej, bo jutro Tomasz wylatuje do Anglii, a to zwykle wiąże się z dużą ilością emocji, więc może to być wyzwaniem dla nas. Wiem, że nasza decyzja była słuszna, bo nie widzę korzyści w szarpaniu się ze sobą wewnętrznie i doprowadzania do frustracji.

Nie mówię tu też o gorszym dniu czy kryzysach laktacyjnych czy emocjonalnych, bo warto je przetrwać i cieszyć się wspólnymi chwilami przy mleczku. Moim celem było samoodstawienie, ale sytuacja mnie przerosła i czułam, że mój stres związany z problemami i osamotnieniem przekazuje Tymowi bardziej, bo karmię. On był też coraz bardziej niecierpliwy, tak jak i ja oraz stał się bardzo agresywny – zaczęłam obwiniać siebie za całą tą sytuacje.

Zrobiło nam dobrze zakończenie karmienia piersią tylko, dlatego, że ta decyzje mimo wszystko podjęliśmy razem z Tymkiem. Rozmowy i tłumaczenie bardzo pomogły przetrwać stresującą sytuacje. W naszym wypadku zakończenie drogi mlecznej było naprawdę spokojne i wydaje mi się, że starałam się zachować w tym wszystkim miejsce na emocje dobre i upust tych negatywnych. Szanowałam decyzje Tymka i rozumiałam jego obrażanie się, płacz i złość. Dawałam szanse na wypłakanie się, na tulenie w liczbie nieograniczonej (jak zawsze) oraz podchodzenie do piersi i tulenie ich z tekstem moje na zawsze. To wszystko było mimo wszystko cudowne.

 

A u Ciebie jak to jest? Karmiłaś piersią czy mieszanką? Czy łatwo był Ci zakończyć karmienie? A może to wszystko jeszcze przed Tobą? Daj znać

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, a może przyda się którejś Twojej znajomej – udostępnij i podziel się opinią dalej 🙂 Będzie dla mnie to bardzo miłe <3

Pozdrawiam,

Anka <3

Polecam również wpisy:

8 comments / Add your comment below

  1. U mnie też już Maćko odstawiony… Jakoś tak na początku grudnia. Zasypiał już sam. Czasami przychodził w nocy, czasami był cycuś o poranku. I z dnia na dzień coraz mniej…Ponieważ “jego” był lewy, a Gosi “prawy” 😉 w sumie od początku były lekkie dysproporcje wizualne… a jak coraz rzadziej pił – cycuś był “coraz bardziej pusty” i po prostu mu mówiłam, że mało mleczka, że jeszcze nie naszło… I jest odstawiony. Poszło bardzo dobrze. Na spokojnie…Teraz się przytuli; czasami zapyta, czy jak będzie mleko, czy go zawołam 😉 wyszło nam z 45mcy karmienia.
    Została mi ostatnia mlekołaczka – Gosiek 🙂

    1. Wow Marta! 45 miesięcy to piękny wynik i bardzo budujący 🙂 Faktycznie u Was odstawienie poszło bardzo gładko 🙂

  2. miałam dopisać i mi uciekło – Fajnie, że tak Wam poszło sprawnie. To ważne dla Mamy, by czuć się dobrze z karmieniem. Pamiętam jak mnie drażniło karmienie, gdy byłam w ciąży. Ile musiałam przezwyciężyć ciężkich myśli. I ostatnie miesiące były męczące, jak Maciek ssał – inna technika niż niemowlak.
    Mocno Was ściskam!! :***

    1. też mocno Was ściska i uważam, że karmienie jest mega ważne, ale jak czujesz opór przed pójściem do dziecięcej sypialni, bo masz świadomość znowu karmienia to dziecko to czuje. Widziałam czasem jak Tymek jadł i nagle patrzył na mnie z taką litością albo pytał mamo źle się czujesz? Dzieci są mądre i bardzo dobrze interpretują nasze emocje. To tez był znak do zakończenia karmienia.

  3. Ja postanowiłam odstawić Nikosia gdy miał dwa latka i miesiąc. Nie dawałam już rady z karmieniem dwójki. Przeżyłam to bardziej niż sam Nikodem. Błędnie założyłam, że “dziś karmię ostatni raz” i usiłowałam się tego trzymać. Tak jak u Was przez kilka dni to się sprawdzało, Dawid usypiał Nikodema, a ja Nataszę – sielanka, wszyscy spokojni i zadowoleni. Ale po kilku dniach był dramat, nie tak jak u Was złość, tylko niewymowny smutek. Nie zapomnę tego pytania, pełnego strachu: “mamo, ty mnie już nie kochasz? teraz masz Nataszę?”. I w tym momencie postanowiłam, że zrobimy to tak, jak mi dyktuje serce. Za każdym razem gdy prosił o cyca tłumaczyłam, że jest już duży, że go kocham, że mogę dać mu herbatkę/kakao/sok, ale jeśli mimo wszystko prosił to odpuszczałam i dostawał cyca. Najpierw prosił raz dziennie, później kilka razy w tygodniu, raz na tydzień, w końcu kilka razy w miesiącu. Ostatni raz karmiłam go teraz, w Sylwestra, po przeszło dwóch miesiącach bez cyca. I czuję wewnętrznie, że to było nasze ostatnie karmienie. 🙂
    Planuję karmić Nataszkę przynajmniej do drugiego roku życia, ale nie wiem co będzie. Też mam chwile słabości i zwątpienia, też czasami kp mnie denerwuje, za moment miną trzy lata odkąd karmię bez przerwy, w tym trzy miesiące w tandemie i czasami jestem trochę zmęczona psychicznie. Chociaż kp to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych darów, jakie życie mi dało 🙂 I jestem szczęśliwa, że udało mi się je tak długo ciągnąć, mimo krytyki otoczenia, mimo docinków i głupich pytań, a także mimo ciąży i drobnych komplikacji na jej początku. 🙂
    Powodzenia Wam życzę! I gratuluję świetnego wyniku 🙂

    1. Haniu Twoja postawa była cudowna i przepełniona szacunkiem do dziecka oraz siebie. Wiadomo, że przy dwójce trzeba zastosować trochę inną taktykę, aby właśnie uniknąć poczucia odrzucenia u starszego dziecka, a to nie łatwe. Gratuluje decyzji i powodzenia z Nataszą, aby Wasza droga mleczna była taka jak sobie wymarzyłaś 🙂

Dodaj komentarz