Porażka, która zmotywowała mnie do działania

W naszym nowym mieszaniu przez 11 miesięcy nie mieliśmy dużego lustra, które pokazywałoby całą postać. Ubrania robiły się przyciasne albo rosły ze mną. Osiągnęłam w połowie lutego rozmiar 42/44 i się załamałam… Poważnie to był dla mnie szok! Pierwsze, co zrobiłam to kupiłam duże lustro, a po drugie pojechałam na wakacje do mamy. Skąd znowu przywiozłam dodatkowe 2 kilogramy! Przyjechałam i wzięłam się za siebie. Zobaczcie, z jakim efektem!

Co przyniosła ciąża i czas po niej

Staraliśmy się o dziecko jakiś czas i on nie był dla nas doby i łaskawy czas… Dlatego z rokiem 2014 postanowiłam od stycznia, że zrzucę parę kilo i mieliśmy odłożyć starania na druga połowę roku. Tak, więc zaczęłam trenować w domu. W trakcie treningów było mi niedobrze, momentami musiałam przerywać by zwymiotować, ale to mnie nie demotywowało.. Trenowałam dalej. Powtarzałam sobie, że to jeszcze hormony po wcześniejszym poronieniu szaleją w moim organizmie.. Tak było przez 1,5 tygodnia.

styczeń 2014 roku (nie wiem, że jestem już w ciąży)
styczeń 2014 roku (nie wiem, że jestem już w ciąży)

Poszłam do lekarza i w trakcie badań USG jamy brzusznej dowiedziałam się, że jednak tym razem jestem w ciąży i jeszcze tego samego dnia udałam się do ginekologa. Nie wierzyłam w to, co do mnie mówił.. Na koniec wizyty zadałam pytanie czy mogę ćwiczyć? Usłyszałam, że mam poczekać do 12 tygodnia i tak zrobiłam.

O ciąży będzie innym razem – chciałam tylko nawiązać do niej, bo faktycznie po 12 tygodniu ćwiczyłam, aż do samego rozwiązania i było mi bardzo dobrze z tym. Czułam się świetnie, a do tego mega spokojnie. W ciąży przytyłam 15 kilogramów i bardzo chciałam szybko je zrzucić. Tylko cięcie cesarskie nie sprzyjało mojemu pomysłowi. Goiłam się dość opornie!

 

Wiedziałam, że dam radę

Zaczęłam pierwsze treningi, gdy Tymek skończył 6 miesięcy! Po porodzie czułam się jak słoń, ale bardzo szczęśliwy słoń 🙂 Wiedziałam, że potrzebuje czas i dałam go sobie. Wraz z wiosną zaczęłam ćwiczyć. Stopniowo i z rozmysłem.

Dobre nawyki żywieniowe, które nabrałam już przed ciążą i kontynuowałam w niej owocowały. Karmienie piersią wspomagało chudniecie, które było samoistne. Przez pół roku ubyło tylko 4 kilogramy. Nadeszła wiosna i tak jak już pisałam zaczęłam ćwiczyć.

To jest dzień przed rozpoczęciem treningów

Ćwiczyłam, ćwiczyłam i ćwiczyłam.. Codziennie ćwiczyłam 10-15 minut i jadłam zdrowo oraz dość regularnie. Sprzyjały spalaniu zbędnych centymetrów spacery z dzieckiem w chuście oraz zabawy z nim. Do tego miałam datę, do której chciałam bardzo mocno schudnąć. Był to wyjazd z przyjaciółmi do Hotelu Gołębiewskiego w Karpaczu. Wiązało się to z paradowaniem w stroju kąpielowym, który już nie oszuka wizualnie jak sukienka 🙂 Stąd determinacja i motywacja były znacznie większe. Kiedy nie dawałam rady i brakowało mi sił. Siadałam i zastanawiałam się czy tak chce wyglądać w stroju kąpielowym i czy będę dobrze się z tym czuła. To naprawdę na mnie działało mobilizująco.

Tak przez ponad rok zrzuciłam wszystko, co zgromadziłam w trakcie ciąży i nawet więcej! Zachodząc w ciążę ważyłam 66 kilogramów, który zaczynały mi ciążyć już wcześniej. Do tego doszło 15 kilogramów w ciąży (na porodówce ujrzałam na wadze 81 kilogramów i nie wzbudziły we mnie one radości). Po 20 miesiącach od porodu ważyłam 59 kilogramów! Byłam taka dumna i szczęśliwa, że udało mi się, że dobrze wyglądam w stroju kąpielowym. Tak się cieszyłam, że porzuciłam wszystko i spoczęłam na laurach…

Tak się cieszyłam, że się roztyłam

Nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam ćwiczyć i zaczęłam źle jeść.. Początkowo po upragnionym efekcie i powrocie z Gołębiewskiego dbałam o to, co wypracowałam. Tylko czas płyną, Tymek rósł, tyłek mój też rósł… 🙁 Wszystko tak naprawdę zaczęło się psuć (mówię o figurze), gdy zaczęły się formalności związane z kupnem mieszkania, urządzaniem go i lataniem po sklepach, urzędach i bankach. Zaczęłam mniej regularnie jeść, ćwiczyć sporadycznie (a z czasem zrezygnowałam z tego całkowicie) i zawitały do naszej kuchni fast food 🙁 Wszystko zmierzało do katastrofy i tak się stało.. Ale po kolei!

Kiedy zaczęliśmy porządkować i segregować naszą przestrzeń na Wojrowickiej to często zamawialiśmy jedzenie i tylko dbałam o to, co je Tymek! Potem pakowanie, urządzeni, prace remontowe i przewożenie rzeczy. Było tego tyle, że nie myślałam o tym jak wyglądam, o tym, co jem. Myślałam tylko, kiedy to spakuje i rozpakuje!

Na nowym mieszkaniu nadal się urządzamy, ale większość przestrzeni jest już jakoś zorganizowana. Starałam się od sierpnia 2017 roku zabrać za siebie. Waga pokazywała efekt jojo!!! Czyli 71 kilogramów, które były dla mnie jak 1000 porażek na raz 🙁 No, cóż wiedziałam, że potrafię to zrzucić. Tylko tym razem nie szło totalnie. Porażka, goniła porażkę i tak tylko pogłębiał się efekt jojo, frustracja rosła, aż osiągnęła poziom zenitu i wpadłam w depresje ( poczytasz o tym tutaj -> klik). Oczywiście nie tylko waga i porażki spowodowały ją. Cały 2017 rok był mało łaskawy dla nas i bardzo trudny życiowo i wychowawczo. Dieta i ćwiczenia nie dawały już takich efektów jak 2 lata temu, bo tłuszczyk był inny 🙁 Poddałam się i pojechałam do mamy na 2tygodnie. Odpoczęłam, zebrałam myśli i wróciła z nową energią oraz dodatkowymi 2 kilogramami.

Myślę, że gdybym postawiła wcześniej duże lustro to dostrzegłabym jak tyje. Wiem, że wypierałam z siebie fakt, że robię się coraz okrąglejsza i większa. Część ubrań zrobiła się za ciasna to z nich zrezygnowałam, a reszta rosła ze mną. Chodząc tylko w sukienkach nie widać jak fałdki zaczynają układać się jedna na drugiej. Niby czułam się źle ze sobą, ale brakowało mi sił, aby zacząć.

 28 dni, które były wstępem do nowego początku

Kiedy już nie miałam siły przypomniałam sobie o Ani, które proponowała zmianę nawyków żywieniowych, wsparcie (którego tak bardzo teraz potrzebowałam), o programie, który zmanił jej życie. Byłam już w takim miejscu, że wiedziałam, iż nie ma nic do stracenia, a jedynie do zyskania. Napisałam!

Nawet nie wicie jak bardzo cieszę się, że to zrobiłam. Odzyskałam silę do pisania, wstawania rano, odzyskałam życie z uśmiechem bez ciągłej frustracji wewnętrznej i poczucia zmęczenia. Po 28 dniach czuje, że żyję, że mogę znowu wszystko. Mam chęć do zabawy z dzieckiem, do pisania, tworzenia i uczenia się. Poszerzyłam horyzonty!

Zmieniłam jedną rzecz, a reszta sama wróciła 🙂 Naglę nabrałam apetytu na życie, jedzenie odzyskało smak i kolor oraz fantazje. Ćwiczę codziennie 5-15 minut, a efekty są zdumiewające. Zresztą obraz mówi więcej niż 1000 słów. Wiem, że to dopiero początek, ale chce podążać tą drogą i cieszę się na każde spotkanie z dziewczynami. Ich pozytywne nastawienie, motywacja i efekty dodają mi sił do tego, a by dalej pracować nad ciałem, ale i umysłem 🙂 oraz przyszłością.

Możesz też do mnie dołączyć i cieszyć się efektami już tego lata 🙂 Napisz do mnie. Podziel się tym artykułem dalej, bo może ktoś z Twojego otoczenia też potrzebuje wsparcia. Pomyśl o sobie i innych, a uda Ci się podbić świat <3

Pozdrawiam,

Anka <3

Dodaj komentarz