W naszym małym magicznym świecie

Myślę czasem, że dorosłym brakuje fantazji i wtedy rozglądam się po naszym domu odkrywając magię tworzenia w każdym kącie. U nas nie jest tak jak wszędzie. Tomek sam buduje lampy do akwariów. Tymek wszędzie buduje wierz, domy i torowiska. A ja w świecie projektów zabawek, wystroju mieszkania i dobierania farb do mebli. W świecie pełnym kartek z notatkami i otwartym programem do obróbki zdjęć. Nasze życie to dni pełne dziecięcych marzeń, snów, kolorów i szkiców.

Moje wewnętrzne dziecko jest wciąż we mnie

Wyobraźnia dziecka nie zna granic, ani ograniczeń. Tam wszystko jest możliwe i to jest fantastyczne. Jako mała dziewczynka chciałam być królową.. Usłyszałam, że to trudne i wymaga rządzenia innymi – chyba głęboko zapadło mi to w sercu, bo pół życia przejmowałam inicjatywę i kierowałam grupami, zarządzałam projektami i prowadziłam innych ludzi do celu. Dziecięce marzenie było realizowane mimo nieświadomości (no, może królową nie zostałam, ale u władzy byłam) i często tak właśnie jest pod warunkiem, że wiemy, o czym marzymy.

Kiedy siadam od zabaw z Tymkiem i robimy coś, co sprawia przyjemność obu stroną, wówczas bawię się równie dobrze jak on, a może czasem i lepiej. Budujemy zamki, w których jak przystało na księżniczkę jestem uwięziona w wierzy, a Tymek pokonuje smoka, którym też jestem i uwalnia biedną niewiastę. Tworzymy postacie z plasteliny, choćby Pana Zdzisława (na Instagramie bardzo lubianego). Malujemy kartonowe domy, latamy samolotami i organizujemy wyścigi samochodowe. Wtedy naprawdę jesteśmy jak dzieci – w sumie Tymek jest dzieckiem, tylko ja wracam do mojego wewnętrznego dziecka.

Nasze życie jest pełne rzeczy stworzonych przez nas i to daje takie poczucie samorealizacji oraz mocy twórczej, którą u nas można znaleźć wszędzie. Dzięki temu Tymek wie, że można wszystko zbudować, stworzyć i nawet ostatnio uświadomił mnie, gdzie w sklepie znajdują się odpowiednie wkręty do tego, co tworzyliśmy. Widzi nie tylko, że pracujemy przy komputerze, ale maszynie, z wkrętarką, szlifierką, miarą i wieloma innymi sprzętami. Tworzenie u nas to chleb powszedni 🙂

Kreatywność to przyszłość

Kreatywność pozwala na patrzenie w przyszłość trochę przez różowe okulary, ale daje ogromne poczucie wolności. Dodatkowo w domu kreatywność nie kończy się na zabawie, ale i stała się dodatkowa formą zarobkową. Tata jest konstruktorem amatorem, a może inaczej amatorem z szeroką wiedzą techniczną – taka złota rączka. Osobiście jestem raczej wizjonerem pewnych rzeczy, które Tomasz potrafi stworzyć. Moim zadaniem jest stworzenie projektu mebli Tymka z wyliczeniami, co do długości, wysokości i szacowany koszt, a Tomasz określi, jakie materiały są potrzebne, ile ich zużyjemy, jakie narzędzia trzeba dokupić i wtedy doliczamy do reszty wszystko.

Tymek obserwuje takie plany, wyliczenia, projekty i widzę, że potrafi sobie wiele uzmysłowić z moich bohomazów. Na biurku można znaleźć najczęściej rzuty mieszkania zrobione własnoręcznie, miarę krawiecką, metrówkę, maszynę do szycia i próbniki materiałów. Segregator z budżetem, gazety związane z rozwojem osobistym i kubki po kawie 🙂 No i oczywiście dzieła Tymka, pojedyncze zabawki, ołówki i długopisy.

Uważam, że kreatywność, która jest ukierunkowana na tworzenie to przyszłość. Dzięki wiedzy, pomysłom i umiejętności planowania wierzę, że można zmienić świat na lepsze. Wiem, że często jeden człowiek z wielkim marzeniem może więcej niż tysiąc działających schematycznie.

Zamykanie dzieci w ramka i wizja przyszłości

Nie wiem, jak Ty uważasz, ale moim zdanie szkoła wciska wszystkich do jednego pudełka z szufladkami zwanymi ocenami. Szkoła ma przygotować do bycia pracownikiem, a nie przedsiębiorcą i często tnie talenty na kawałki. Wiem, że system się cały czas zmienia, że oceny są opisowe, a nauczyciele starają się jak mogą. Ja to wiem, ale jest inna alternatywa. Kiedyś myślałam, że dla odważnych, ale dzisiaj według mnie dla każdego – edukacja domowa.

Od roku czytam o niej, tworzę materiały i kurs – właśnie dla Ciebie. Osoby, które mnie znają wiedzą, że siedzę w tym po uszy 🙂 Zakochałam się w niej tak samo mocno jak w Tymku i Tomku. Już teraz nie wyobrażam sobie innego sposobu na kształcenie naszego syna. To może brzmi dziwnie, ale to rozwiązanie pozwala rozwinąć skrzydła i latać. Dlatego w listopadzie lecimy do Barcelony. Wiem, że ten rok należy do nas i możemy wszystko. Jednak to racja, że czasem trzeba dotknąć dna, aby móc się w końcu odbić.

Tak, więc oświadczam, że się właśnie odbiliśmy od dna <3

A Ty, jakie masz poglądy na edukacji i rozwój kreatywności u siebie i swoich bliskich?

Pisz, dziel się i ślij w świat ten artykuł niech okrąży ziemie 🙂

Pozdrawiam,

Anka <3

Polecam zajrzeć do innych artykułów:

Dodaj komentarz