Jestem wdzięczna, choć czasem przez łzy

Od kilku dni jak skroluję Facebooka to widzę zdjęcia szczęśliwych przyszłych mam albo noworodków. To cudowny widok, który ogólnie sprawia radość i budzi miłość. Tylko u mnie ostatnio powoduje łzy, bo górę biorą emocje i uczucia, które zwykle chowam pod poduszką.

Nowe życie

Nowe życie zawsze sprawia, że serce się raduje i uśmiech pojawia się na ustach. To cudowny moment dla kobiety, kiedy zachodzi w ciążę i zostaje matką. Kocham widzieć jak pośród moich znajomych kobiet pojawiają się kolejne matki i rodzą prześliczne dzieci. Widzę ich radość, troskę o dziecko oraz coraz częściej tatusiów będących częścią tego cudu.

Teraz więcej się mówi o budowaniu więzi między dzieckiem a ojcem (pisałam o tej nierozerwalnej sile między Tomkiem i Tymkiem – tutaj). Coraz częściej też słyszy się, że kobieta powinna wypoczywać i zadbać również o swoje potrzeby, aby mieć siłę do opieki nad małym człowiekiem. Może teraz widzę to bardziej, bo dużo czasu spędzam w gronie mam, w sumie to ogólnie kobiecym. Napawa mnie to niezmierną radością i nadzieją, że wszystko idzie w dobrą stronę. Przyszłość otwiera się na to naturalne rodzicielstwo i bliskość, powrót do korzeni. Łączenie się w wioski wsparcia, wspólnej opieki nad dzieckiem i rodzącą. To takie fajne mieć do kogo się odezwać, prosić o pomoc bez wyrzutu czy odpocząć w gronie innych mam.

Tylko jest małe, ale…

To wszystko jest piękne i cudowne tylko jest małe, ale.. Takie znaczące i ostatnio bardziej odczuwalne niż wcześniej. To ALE to stan umysłu, który też pragnie drugiego dziecka. To małe, ale to kwestia czy jeszcze będę miała okazje drugi raz doświadczyć cudu narodzin. To wizja łącząca w sobie strach, ból i nadzieje, że może się uda. To czekanie na zielone światło od lekarza. To patrzenie na świat przez pewien strach i bół  przeszłości. Skąd ból.. No, Tymek był już czwartą ciążą i jedyną zakończoną pozytywnym rozwiązaniem. Wiem, że nie tylko mnie to spotkało, bo to doświadczenie milionów kobiet. Tylko teraz każda decyzja jest obciążona już doświadczeniami, które odczuwać będę do końca życia.

No, więc skroluję Facebooka i raz mi lepiej, a raz gorzej.. Ale ostatnio totalnie popłynęłam, bo w sumie już 5 razy poroniłam i miałam zrobić sobie przerwę do sierpnia tego roku, co najmniej. Z każdym miesiącem jest mi trudniej – nie ukrywam – tylko nie myśl sobie, że źle myślę o ciężarnych. Kocham je i są dla mnie wielką inspiracją. Czerpię wiele pozytywnej energii dzięki obcowaniu z brzuchatkami. Napawam się myślą, że może mi też przyjdzie jeszcze doświadczyć tego cudu. W gorszych momentach czuje żal do świata, że tak bardzo mnie doświadcza i szukam odpowiedzi dlaczego… Najgorsze są momenty kiedy siedzę sama, Tymo już śpi i uświadamiam sobie że w lipcu stuknie mi trzydziestka, a ja miałam plan ostatnie dziecko urodzić przed nią. Chciałam, żeby między dziećmi była mała różnica wieku i takie tam.. Żadna z tych myśli nie ma już zastosowania… Tymo w tym roku kończy 4 lata (szok!!!), a do lipca już bardzo mało czasu. No i brak zielonego światła też nas powstrzymuje. Choć mnie mocno irytuje!

Miłość i wdzięczność zwyciężają

Jestem wdzięczna za miłość, wsparcie i otaczających mnie ludzi. Ta miłość jest najsilniejsza! Wiem, że brakuje mi obecności Tomka na co dzień i czasem zmęczenie daje w kość. Mimo, wszystko jestem wdzięczna, że mam syna – zdrowego, inteligentnego i pomocnego. Nie ukrywam, że nasz świat nie jest zawsze różowy i mamy kryzysy czy duże wyzwania – szczególnie wychowawcze. Nie przedstawiam macierzyństwa jako ciastka z kremem i czasem wolnym od stresów.

Macierzyństwo takie nie jest! Jest tam miłości, która ułatwia wiele i pozwala przetrwać naprawdę wiele oraz mały człowiek. Patrzący na nas swoimi ufnych oczami, pełnymi nadziei, że może na nas liczyć w dobie kryzysu czy wypadku. To siła płynąca z małych uścisków, całusków i słowa mama, które w ustach dziecka brzmi tak cudownie nektar spływający prosto do serca.

Ta wdzięczność daje mi nadzieję i chęci do pracy z kobietami, matkami i ciężarnymi. To co robię daje mi ogromną satysfakcję i lubię to mimo odczuwania tej pustki. Może w ten sposób próbuje ją zapełnić, a może to moja misja życiowa. Nie wiem, ale wiem jedno, że silę do życia dostaję od świata z miłości do ludzi i chęci dawania im siebie. Brzmię może dziwnie, ale ta wdzięczność za urodzenie zdrowego syna pcha mnie do dzielenia się wiedzą, doświadczeniami i poszerzania zakresu swoich możliwości niesienia wsparcia dla innych kobiet.

Namaste <3

 

4 comments / Add your comment below

  1. Macierzyństwo tak jak wszystko ma w życiu wiele kolorów nie tylko różowych. To co przeszłaś musiało być mega ciężkie (nie umiem se wyobrazić Twojego/waszego bólu), ale wierzę że jeszcze raz się uda.

Dodaj komentarz