Po drugiej stronie brzucha, czyli nasza historia porodowa

Nie wiem, jak to się stało, że nie dzieliłam się z Tobą naszą historią porodową. Może, dlatego, że wiele razy opowiadałam ją na spotkaniach Pozytywnie o porodzie, a może tak właśnie miało być. Dzisiaj mijają 4 lata odkąd Tymek jest po tej stronie brzucha.

Początek

Miałam możliwość rodzić z moja chrzestną, która była ze mną na bloku operacyjnym. Tak miałam cięcie cesarskie! Było to wskazanie, o którym widziałam od 16 tygodnia ciąży, czyli miałam czas pogodzić się z tym faktem. Szczerze, gdzieś w środku marzyłam o naturalnym porodzie takim, jakiego nie doświadczyła moja mama, ani ja (jako noworodek). Jednak Tymo urodził się z cięcia.

Jednak zanim to nastąpiło trzeba było wybrać szpital, lekarza i miejsce pobytu po porodzie. To ostanie nie podlegało dyskusjom, czyli nasze mieszkanie we Wrocławiu. Szpital, który wybrałam był o 180km oddalony od miejsca zamieszkania. Wiedziałam, że mam cesarkę i wstępny plan był 10 października (38 tygodniu ciąży) miało być cięcie! Jednak niedrożna pępowina, zielone wody, rozwarcie zmieniły termin cięcia na 23 września (36 tydzień ciąży). Tymek miały być wcześniakiem, ale ta informacja jakoś nie dotarła do mojego ciążowego mózgu (bez urazy, ale mózg ciężarnej myśli i działa totalnie inaczej).

Sam poród i szokujące informacje po nim

Wtorek wyznaczona cesarka na 8:00, ale zdarzył się wypadek i przesunięto ją na później. Hmm… Dużo później nie była, bo dostałam skurcze, rozwarcie dochodziło do 6 centymetrów, więc wzięli mnie na blok szybciej niż planowali. Zabawne jest to, że nadal byłam bardzo spokojna, wręcz wyluzowana, choć do dziś dzień, nie wiem, jakim cudem utrzymywał się ten stan..

Na bloku jedno kłucie, znieczulenie poszło. Reszta jest dla mnie bardzo mocno za mgłą, ale świadomość była. To raczej kwestia emocji, kroplówek i tego mojego dziwnego spokoju. Dziecko wyjęli z brzucha, słyszę jego płacz i dochodzi do mnie dialog.

– Ile to dziecko jest przenoszone?

– Panie Doktorze to wcześniak – zdziwienie w głosie osoby odpowiadającej, aż wytrąciło mnie z mojego spokoju. Myśl: Coś jest nie tak!

– Z niego taki wcześniak jak ze mnie młodzieniaszek… – lekarz, który odbierał poród miał wieloletnie doświadczenie. Z resztą przyjmował chyba mnie też na świat. – Tak nie wglądają wcześniaki. Termin źle wyliczony.

Film się urywa, co do dialogu, bo trafia do mojego policzka synek i na nim skupiam 100% swojej uwagi.

Przed wypisem patrzę w książeczkę Tymka urodzony w 39 tygodniu ciąży ( źle obliczony pierwszy termin). Szokujące, ale prawdziwe! Mamy XXI wiek i zdarza się pomyłka. Tylko, że to nie jedyna pomyłka w naszym wydaniu. Rok od porodu rozmawiam z lekarzem, który mówi, że faktycznie wie skąd ta cała rozbieżność z terminami i wszystkie dziwactwa tej ciąży. Kolejne zdanie wryte w pamięć na całe życie:

Pani syn jest z ciąży bliźniaczej, która była wcześniej. Najprawdopodobniej jeden z płodów został samoczynnie usunięty, a drugi ukrył się. Przyszła Pani do mnie w 5 tygodniu ciąży z bijącym serduszkiem malca, ale był tak mały, ze odpowiadał 5 tygodniowi. Późniejszy szybki jego rozwój nie wzbudzał podejrzeń, bo wszystko to tylko statystyka, która nie jest 100% pewnością. Dlatego jestem teraz przekonany, że urodziła Pani w 43 tygodniu ciąży.

Tak, więc mimo dobrego sprzętu, kompetentnego lekarza (bo jest naprawdę świetnym lekarzem) i wiedzy medycznej. Mogą zdarzać się cuda, które nie mieszczą się w głowie. Nasz cud skończył dzisiaj 4 lata.

Pozdrawiam,

Anka <3

Polecam zajrzeć do:

Dodaj komentarz