Nauka płynąca z oczekiwania na dziecko

Miałaś kiedyś plan, który szlag trafił zanim skończyłaś go tworzyć, nie mówiąc już o realizowaniu? Nie – to zazdroszczę 😀 Jednak, jeśli zdarzyło się Tobie coś takiego to zrozumiesz mój punkt widzenia. Tak było w ciąży z Wojtkiem. Plan był piękny i zakładał wiele ewentualności, poza tą, która nas spotkała, ale o tym zaraz się rozwinę. Co najważniejsze przeczytaj do końca, aby poznać całą prawdę o ciąży z Wojciechem.

 Plan szlag trafił

Zacznę od tego, że kocham moje dziecko i jest całym moim światem. Tak samo jak Tymoteusz i Tomasz. Tylko wiesz myślałam (stanowczo za dużo myślałam), że to będzie cudowny i bajkowy czas, a jednak było całkiem inaczej. Wymarzony plan tworzenia treści na bloga i cudownych, co tygodniowych, zdjęć ciążowych spłonął już w 7 tygodniu ciąży, gdy mdłości i wymioty dawały ostro popalić i nie miałam ani siły ani chęci na jakieś tam zdjęcia 🙁 Powtarzałam sobie, że do 12 tygodnia ciąży przejdzie! Optymizm fajna sprawa (ogólnie jestem optymistką i marzycielką), ale tym razem nie pomógł. Męczące samopoczucie trwało AŻ DO 30 TYGODNIA CIĄŻY!!! Porażka….

Spoko! Dałam radę, bo na końcu tej drogi czeka tulenie małego człowieka <3

Tak sobie tłumaczyłam, gdy brakowało mi sił. Serio brakowało ich często i przesypiałam życie.. Dziennie potrafiłam spać nawet 20 GODZIN! Dobrze, że Tomek mógł zajmować się Tymkiem, bo w innym wypadku to nie wiem jak byśmy przetrwali.

To nie koniec… Myślałam, że do 8 miesiąca ciąży będę mogła spokojnie pracować w zmniejszonej liczbie godzin. DUPA! (no, dosłownie dupa) Możesz czuć dyskomfort tego słowa, ale właśnie było. Musiałam od razu zrezygnować, bo od telefonu i komputera bolały oczy, kręciło się w głowie i męczyły mdłości…

No, nie tak miało być, prawda?

Miało być bajkowo i nostalgicznie… Miał to być cudowny czas oczekiwania, ale nie było przynajmniej tak mi się wydawało, w niektórych momentach. Czułam, że tracę siebie.

Kolejną rzeczą, którą myślałam, że będę robić to spotkania mamowe jak np. pozytywnie o porodzie czy nasza kawa z mlekiem. Tu kolejna sprawa – musiałam leżeć i odpoczywać i odpoczywać i leżeć.. Konfiguracja dowolna. Prawie zero wyjść do 7 miesiąca! Prawie, bo czasem zaliczałam krótki spacer z Tymkiem. Miałam ćwiczyć – nie mogłam, bo ciąża zagrożona, bo krwiak, bo.. Bo.. Bo… Tak było!

Tak, więc sama widzisz plan szlag trafił i mnie trafiał dość często…

 Poznałam siebie na nowo

Poznałam siebie całkowicie z innej strony. Nie wiedziałam, że w głowie mam tyle ograniczeń, że posiadam inne mocne strony i w krytycznych momentach potrafię je wykorzystać. Szczerze, myślałam, że narodziny drugiego dziecka będą kolejnym levelem w macierzyństwie, a tu okazało się, że ciąża to była całkiem nowa gra (kiedyś dużo grałam na komputerze w gry strategiczne i rpg – stąd te przenośnie). Nowa gra i całkiem nowe zasady, które powodowały, że trzeba było zaopatrzyć się w inne umiejętności. Tylko, że głowa była nadal myślami w poprzedniej i jeszcze porównywała dwie całkiem różne ciąże. Ile to razy mówiła „z Tymkiem w ciąży prowadziłam szkolenia. Ostatnie dwa tygodnie przed porodem.” Tak, mówiłam i porównywałam. Stosowałam samo biczowanie mentalne i czułam się beznadziejnie – psychicznie i fizycznie.

Oczywiście nie zrozumiałam tego w ciąży tylko kilka miesięcy po urodzeniu Wojtka. Spoko umysł ciężarnej wolniej pracuje. Nie obrażam tu brzuchatek, ale myślę, że mój umysł to wziął sobie wolne nie tylko na okres ciąży, ale i jeszcze na kolejne 4 miesiące (a o tym w innym poście będzie).

Tak, więc do sedna! Codziennie chciałam więcej niż mogła, co prowadziło do frustracji – nie jednokrotnie łez i złości. Wiem, że ta ciąża (a w sumie moje zachowanie) odcisnęło ogromne piętno na naszej rodzinie, ale też pokazało mi, jak wiele jesteśmy wstanie razem udźwignąć. To, że cały czas siedziałam myślami w planie i realizowaniu pewnych rzeczy – nawet czasami udawało mi się to zrobić szczególnie w drugim trymestrze i momentami w trzecim. W większości czasu raczej jednak była klapa i plan leżał i kwiczał (tak się u nas mówi)! Nie uczyłam się totalnie na błędach, aż w końcu zaskoczyłam koło trzeciego trymestru. Trzeba zmienić zasady…

Tak jak już wcześniej pisałam poznałam swoje ograniczenia i odkryłam mocne strony oraz kolejne plusy edukacji domowej i pracy Tomka z domu. Co do edukacji to fakt, że nie musiałam zaprowadzać i odbierać Tymka z placówki, dzięki czemu mogłam spać (tak, ja spać), kiedy tego potrzebowałam, a tu plus pracy Tomka on dawał mi możliwość do tego <3

Mocną stroną okazała się wielka elastyczność do zdarzeń dnia codziennego pt. obiad serwuje dzisiaj nam jakaś knajpa albo będą cztery śniadania plus obiadokolacja 🙂 Szczerze nie przeszkadzał mi bałagan, choć wiem, że raził Tomka i starał się on to wszystko ogarnąć. W czasie, gdy ja spałam na siedząco. Jedyny brak elastyczności miałam wobec siebie samej 🙁

Frustracja, poczucie winy i zwątpienie dawały w kość, ale moc przynosiły mi słowa wsparcia Tomka czy świadomość, dlaczego to robię. No oczywiście bez zdrowego i dobrego jedzenia pewnie urosłabym nieziemsko, co jeszcze bardziej pogorszyłoby moje samopoczucie. Dużo dawały mi kapsułki, bo mogłam funkcjonować i mieć dalej dobre wyniki badań. Choć moje funkcjonowanie polegało w dużej mierze na spaniu, ale w momentach aktywności miałam przebłyski zabaw kreatywnych z pozycji łóżka, tworzenia torów przeszkód dla znudzonego 4 latka i wymyślania zdrowych przekąsek dla zapracowanego męża.

Powiem łatwo nie było, ale nauczyło mnie wiele. To 9 miesięcy było lekcją na całe życie i zaraz się nią podzielę z Tobą, ale jeszcze chwilkę.

Rodzina do góry nogami

Samopoczucie i nasz wygląd zewnętrzny – moja droga – zawsze są spójne. Jeśli czujesz, że możesz góry przenosić to promieniejesz, ale gdy toniesz w kałuży łez to wyglądasz jak siedem nieszczęść. Jak to w ciąży bywa huśtawka nastrojów towarzyszyła przez cały okres jej trwania. Od momentów cudownego samopoczucie i ciało pozytywności, po chlipanie i bycie słoniem…

W ciąży byłam duża 🙂 ale przeszkadzało mi to tylko momentami, gdy dotykałam dna rozpaczy. W większości kochałam swój brzuszek i oczywiście maleństwo, które w nim rosło. Wiem, że wpis o ciąży powinien uwzględniać też maleństwo mieszkające w brzuchu, ale nie czuje takiej potrzeby. Tak, więc w kilku zdaniach. Ono było (i jest) szczęściem, które pozwalało spać i jeść zdrowo. Rosło i rozwijało się prawidłowo. Kopało konkretnie i pragnęło uwagi, słuchało czytania i zasypiało przy muzyce klasycznej. Tylko ta ciąża, co chwilę przyprawiała mnie o strach i kolejne siwe włosy (tak mam siwe włosy i nie wstydzę się tego). Tak, więc wróćmy do mnie i powiem teraz też o reszcie domowników po drugiej stronie brzucha.

Podziwiam w tym wszystkim mojego cudownego i wszechobecnego męża. Odnalezienie się w tej nowej sytuacji było dla niego na pewno mega wyzwaniem, któremu sprostał. Wiecie spadło na niego wszystko! Opieka nad dzieckiem i mną oraz naszym zwierzyńcem. Przygotowanie świąt i ogarnięcie domu, zabaw oraz zajęć Tymka. To naprawdę wyczyn dla jednego faceta 😀 Nie ukrywam, że ani ja ani Tymek do łatwych nie należymy i chyba w tym czasie oczekiwania byłam wyjątkowo upierdliwa.

Za to Tymek <3 Wow! Jak on to wszystko dobrze znosił. Wiedział o ciąży od samego początku, bo jak ukryć wymioty przed dociekliwym 4 latkiem? Nie da rady. Czekał cierpliwie na narodziny brata, dopiero koło 7-8 miesiąca ta cierpliwość trochę szwankowała. No, ale ile można czekać! Wyrozumiałość jego wobec mojego stanu była wielka wręcz ogromna. Pomagał w domu jak miał dobry dzień, jak miał gorszy to starał się nie wchodzić w drogę. Choć jak to bywa z dziećmi czasem dochodziło do zgrzytów. Bawił się ze mną w łóżku z Tomkiem wychodził w różne miejsca i był szczęśliwy (teraz też jest bardzo szczęśliwy). Dlatego podziwiam go za to wszystko, co musiał znosić w ciągu, co najmniej 7 miesięcy!

Podziwiam w sumie ich obu za ten czas. A teraz czas na lekcje, którą wyniosłam z czasu ciąży.

Rok, który mnie odmienił

Ciąża, poród, połóg, czwarty trymestr i tak do pół roku Wojtka przeżywałam jakąś formę przemian, oświecenia i natchnienia. Brzmi może dziwnie, ale tak jest. Napiszę teraz, co dała mi sam ciążą (resztę będzie w kolejnych notkach). To był czas oczekiwania dziecka, ale ukradkiem przemyciło życie mi całkiem inne ważne wartości.

Przede wszystkim nauczyłam się przyjmować pomoc. Niby oczywiste, że ktoś proponuje pomoc, a my ją tak o! przyjmujemy. Nic bardziej mylnego. Często chcemy udowodnić światu i sobie, że damy radę i damy tylko jakiem kosztem. To jest lekcja taka, którą szybko musiałam przetrawić, bo gwiazdkę Tomek sam przygotowywał, a nasi przyjaciele przywieźli część dań przygotowanych przez nich. Tak samo z sylwestrem – przyjaciele zaprosili nas, abyśmy nie musieli nic przygotowywać. Dziękuję raz jeszcze za to. To są niby małe rzeczy, ale tak cieszą. Tu jeszcze sztuka proszenia o pomoc kulała….

Wdzięczność! Nie masz takiego wrażenia, że wszędzie teraz piszą o wdzięczności?! Szczerze mam takie wrażenie, że teraz wszyscy praktykują wdzięczność, a może jak zaczęłam to robić to zaczęłam więcej dostrzegać.. Nie wiem. Wiem tylko, że czas ciąży pokazał mi za ile rzeczy mogę być wdzięczna i wcale to nie są takie małe rzeczy. Wiadomo, że kubek ciepłej kawy czy herbaty to miłe (aktualnie jestem za to wdzięczna), ale opiekuńczy mąż czy wyrozumiały 4,5 latek to dopiero powód do wdzięczności. Serio wcześniej nie dostrzegałam ani małych ani tych dużych powodów… Teraz widzę to jasno 🙂

Cierpliwość, och zmora tej ciąży i lekcja, jakiej chyba potrzebowałam. Leżeć spokojnie i cierpliwie czekać na rozwiązanie. Cierpliwie liczyć skurcze i wierzyć, że to tylko przepowiadające. Cierpliwie patrzeć na rzeczy, które powinny być zrobione a czekają od tygodnia albo i lepiej. Tak nauczyłam się cierpliwości jak nic. Teraz cierpliwie pracuje na sukces w biznesie mlm i daje radę, choć mój temperament krzyczy „No dalej Kobieto, co z Tobą!!!”. Wdech, wydech, wdech wydech i idziemy dalej. 🙂

Słuchanie własnych potrzeb. Świetnie rozumiem potrzeby innych i potrafię je w jakimś stopniu zaspokajać. Tylko często spychając siebie na koniec tej cudownej piramidy ludzkich potrzeb, aż brakuje w końcu przestrzeni na własne potrzeby. Oczywiście potrafię świetnie je zaspokajać i zawsze miałam w sobie tą nutkę egoizmu. Tylko, gdy leżałam w ciąży to sama była ograniczeniem dla niektóry potrzeb jak bycie wśród ludzi czy wychodzenie do świata. Wiesz, że okazało się, że mam coś z domatorki tak bardzo, że teraz uwielbiam siedzenie w domu (oczywiście bez przegięć). Przestałam za to myśleć o potrzebach swoich w kontekście oczekiwań innych. To plaga myślę sobie, gdyż chcemy sprostać nierealnym a często wyimaginowanym oczekiwaniom i potrzebą, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Potrzeby warto zaspokajać, bo człowiek staje się naprawdę szczęśliwszy.

Wartości naprawdę ważnych, ani tylko tych społecznie przyjętych. Serio życie nabiera innego koloru, wyrazu, gdy żyje się zgodnie z wartościami. Cele i plany są super pod warunkiem, że fundamentem do nich są nasze wartości. Często mylimy wartości nasze z normami społecznymi czy nawet wychowaniem, które wynieśliśmy z domu czy religii, którą wyznajemy. Naprawdę warto skupić się na tym temacie i przemyśleć go dla siebie.

Talenty, które mają osoby otaczające mnie. To kolejny dość popularny temat poszukiwania talentów, ale warto też wejść w niego. Talenty bywają naprawdę różne. Moim jest umiejętność patrzenia 🙂 wiem brzmi dziwnie, ale patrzę często na ludzi i wiem, czego im trzeba. Patrzę na rzeczy i wiem gdzie powinny się znaleźć. Patrzę na siebie i wiem, co jest dobre dla mnie i mojej rodziny. Gorzej idzie na przełożenie z patrzenia na czyny. Często blokuje się w powiedzeniu ludziom o tym, co widzę.

To wszystko. Cieszę się, że zostałaś do końca i przeczytałaś to wszystko. Mam nadzieję, że wyniesiesz coś dla siebie. Będę bardzo wdzięczna za komentarz oraz podzielenie się wpisem dalej. Dziękuję Ci za czas ze mną i wierzę, że jeszcze się zobaczymy.

Pozdrawiam,

Anka <3

Polecam też moje inne wpisy:

3 comments / Add your comment below

  1. Dziękuję za Twoją opowieść. Jest szczera, prawdziwa, bez lukru, co ja akurat cenię najbardziej. Czytając zauważyłam wiele punktów wspólnych z moją historią, a jestem Mamą trzech dziewczynek. Szczególnie utkwił mi w pamięci ten fragment, gdzie piszesz o momencie, kiedy uświadomiłaś sobie, ile jako rodzina jesteście w stanie udźwignąć. To jest chyba najważniejsze, bo podczas tych 8 lat bycia Mamą, dźwigaliśmy naprawdę niefajne, ciężkie tematy i historie.
    I tak jak piszesz o wdzięczności i o tym, że teraz każdy ją praktykuje: niestety nie każdy. Owszem, wiele osób o niej pisze i zachwala rezultaty, ja osobiście jestem również ogromną fanką tego wspaniałego uczucia i wiem, ile zyskuję dzięki jej mocy, ale naprawdę mało znam osób, takich zwykłych, spotykanych w przedszkolu czy szkole, którzy również się ekscytują;)
    Bardzo dziękuję Ci za Twoją historię i gratuluję pięknych zdjęć!

  2. Bardzo dziękuję za podzielenie się Twoją historią. Jest prawdziwa, szczera, bez lukru. Niby tego coraz więcej, a jednak wciąż pełno zdjęć płaskich brzuchów dwa dni po porodzie i wystylizowanych zdjęć uroczych bobasów bez podpisu, że sesja trwała cały dzień, żeby zrobić jedno ujęcie.
    W każdym razie czytając odnalazłam wiele punktów wspólnych z moją historią. Jestem Mamą trzech dziewczynek, więc okres ciąży, porodu i macierzyństwa jest mi szczególnie bliski;). Moją uwagę najbardziej zwrócił fragment, w którym opisujesz ile udźwignęliście jako rodzina. I tak naprawdę nie zdajemy sobie do końca z tego sprawy, dopóki nie znajdziemy się w sytuacji, która nam to postawi przed oczami i nie pokaże “jak krowie na rowie”;). Dostrzeżenie tego i wdzięczność za wszystko, co jest Waszym wspólnym udziałem nie jest jednak sprawą oczywistą niestety. Owszem, ja akurat wdzięczność praktykuję i jestem jej absolutną propagatorką. Widzę, że dużo się na ten temat mówi i pisze, co jest świetne, ale niestety mało znam takich zwykłych osób, spotykanych w przedszkolach czy szkołach, które to praktykują. Patrzą na Ciebie: “o czym ty do mnie mówisz”? Trenerzy, coachowie, ludzie z tzw. branży rozwoju – wszyscy znają jej potęgę, ale zwykłe osoby rzadko kiedy. Choć oczywiście są osoby, które usłyszą i zastosują. Super, niech nas będzie jeszcze więcej!
    W każdym razie dziękuję raz jeszcze za podzielenie się swoją historią i pięknymi zdjęciami!
    Życzę wspaniałego dnia,
    Justyna

    1. Na szczęście świat idzie w dobrą stronę i szerzy dobre praktyki <3 Pisza ten wpis nie chciałam koloryzować świata czy idealizować życia, bo najwięcej nauki niosą porażki, trudności i praca nad sobą 🙂
      Nasze życie jest dość szybkie i pełne chaosu ale w tym wszystkim staramy się doceniać małe rzeczy i okazywać wdzięczność dobrym i ważnym momentom <3
      Również pozdrawiam i życzę miłego dnia
      Anka 🙂

Dodaj komentarz