Mleczna droga z Wojciechem to nauka odpuszczania

Już niedługo Wojtek skończy rok, ale to nie o tym dzisiaj będzie tylko o samych początkach i pokorze, której każdego dnia uczy mnie ten mały czlowiek. Znam wiele różnych historii laktacyjnych i szczerze nie spodziewałam się, że wymagające dzieci są aż tak wymagające i apsorbujące. Zresztą sama zobacz.

Pierwsze chwile życia

Wojciech urodził się w szpitalu i była to nieudana próba VBAC (czyli naturalnego porodu po cięciu cesarskim). Otrzymałam go zaraz po kangurowaniu z Tomkiem <3 Kiedy przyniesiono mi go, to szczerze czułam szczęście, strach i wiedziałam, że liczy się czas jeśli chce karmić tylko piersią. Przystawiłam go do piersi i złapał, zjadł tyle ile potrzebował po czym zasnął. Poczułam ulge i radość.

Skąd ten strach? W głowie miałam historię poprzedniej drogi mlecznej (zajrzyj tu) i całą bagaż emocjonalny z tym związany. Chciałam uniknąć tego i zminimalizować stres, zmęczenie i walkę samej ze sobą. Tylko jak przystawiać jak najczęściej, kiedy on tak słodko śpi i śpi i śpi… (Och! jak żałuje, że wtedy nie wiedziałam, że to jedyny okres kiedy tak cudownie śpi..) Budziłam go, bo czułam strach, czułam niepokój i chciałam dla niego dobrze. Budziłam go, aby rozkręcić laktację. Spałam z nim w szpitalu i tuliłam go, gdy spał.

Dwie doby w szpitalu szybko minęły, a Wojtek na szczęście niespadł dużo z wagi. Wyszliśmy do domu. Wiedziałam, że w domu bedzie łatwiej karmić i być z maluszkiem oraz nie zastanawia się co u starszaka. Wojtek w szpitalu bardzo dużo spał i tak samo jak Tymek nie płakał, niemarudził – złote dziecko. Choć w mojej głowie rodziła się wizja powtórnej walki o laktacje. Jedank patrząc z perspektywy czasu on odsypiał poród, bo to było trudne doświadczenia dla nas obojga.

Czwarty Trymestr

Pierwsze dni głównie spędzałam w piżamie z dzieckiem przy piersi lub przy sobie <3 Tymek był zachwycony bratem, ale dał się namówić na wakacje u Babci Ewy, a następnie wyjazd do drugich dziadków. Dzięki temu miałam 3 tygodnie na ogarnięcie siebie i odnalezienie się na nowo w sytuacji z małym dzieckiem. Przeżycia połogu w miarę spokojnie i wspominając baby blues po poprzednim porodzie wolałam, żeby tego nie widział. Na szczęście połóg okazał się być miłym i lekkim czasem spędzonym w łóżku z cyckiem na wieszchu 🙂

W domu Wojciech już tyle nie sypiał i pokazał mi, że wie gdzie udać się po jedzenie i poznałam, co to jest tak naprawdę dziecko wiszące na “cyckach”. Ten malutki człowiek potrafił spędzać 3/4 doby przy piersi i cieszę się, że mogłam mu to dać, ale wymagało to ode mnie wewnętrznej zgody i puszczeniu wielu rzeczy, które miałam w planie. Choć nie ukrywam zmczenie było ogromne momentami i pewnie, gdyby nie odpowiednie odżywianie, supelmentacja i nawodnienie – nie dałabym rady tak dobrze sobie z tym poradzić. Dlatego myślę, że to jak się odżywiamy przed i w ciązy ma wpływ na połóg oraz samopoczucie.

Nie ukrywam, że jak zwykle, dużo zawdzięczam Tomkowi, który jest niezastąpionym wsparciem, prawdziwym partnerem i wspaniałym ojcem. On zawsze jest, gdy potrzebuje go. Tak było i w tej sytuacji. Drugą moją podporą, w tej niesamowicie wymagającej drodze mlecznej, jest Tymek, który świetnie odnalazł się w roli starszego brata i współtowarzysza zabaw oraz pielęgnacji.

Byle do półroku

Wierzyłam, że po zakończeniu czwartego trymestru będzie łatwiej. Tu się mocno zdziwiłam, bo mimo, że kolki minęły to Wojciech nadal nie spał za dobrze. Czasem wyglądało to jak maraton w chucie z przerwami na mleko i zabawę. Jego uśmiech ładował baterie na rezerwach, a wsparcie męża i starszaka dodawało wiary w to co robiłam – czyli karmienie na żądanie!

Droga mleczna cieszyła, choć fizyczne zmęczenie dawało w kość. Wojciech sen uważa do dziś chyba za słabość, bo śpi mniej niż starszy człowiek czy imprezujący student. Ważne było jednak dla mnie to, iż daje radę karmić i trzymam się tego. Szczerze odliczałam czasem dni do półroku, bo zawsze wtedy dzieci zaczynają siadać i jest czas rozszerzania diety. Następuje moment odklejenia można tak powiedzieć od mamy, bo śwait staje się ciekawszy.

Tak liczyłam tylko przez moment, bo później okazało się, że nasz Szkrabek ma obniżone napięcie mięśniowe i wysztko może wyglądać inaczej. Tak, więc głęboki wdech i czas na rehabilitację. Karmienie i praca oraz czas z Tymkiem dawały poczucie realizacji i siły. A uśmiechy dzieci rekompensowały brak snu od 6 miesięcy 🙂 Dotrwaiśmy do półroku!

Półroku za nami

Jednak jak mineło półroku to zaszła zmiana, choć nie do końca taka jak oczekiwałam. Moje super wymagające dziecko, nieodkładalne, nieakceptujące obcych i niesamowicie związane ze mną zaczęło dostrzegać innych w pozytywnych barwach. Można było też je odłożyć na dłużej – z bratem w zestawie 🙂 Także zaczął się lepszy czas do życia i bycia z Tymkiem oraz Tomkiem, a także chwile dla siebie <3

Wojciech dalej potrzebował morza mleka i oceanu cierpliwości oraz całej masy noszenia, ale pojawiały się chwile, które napawały nadzieją na lepsze jutro.Dni były cudowne – karmienia co 2-3 godziny + dwie drzemki po 20-30 minut to był obłęd pozytywnych wrażeń z dnia, bo noce były czarne 🙂 Pobudki co 20-30 minut… Ale cóż! Taki jego urok, że sen to raczej słabość, a mleko daje moc! Tylko były momenty mojej nie mocy i zwątpienia we wszystko, co wiem. Na szczęście wiem, że jestem w stanie wykarmić moje dziecko, że moje mlako daje mu wszysto co potrzebuje w danym momencie i nie ma nic lepszego na świecie. To dodawało otuchy, gdy mrok zaglądał przez ramię, a wschód słońca okazywał się porom pójścia spać.

Dobrze, że w macierzyństwie są dwie pewne rzeczy. Pierwsza z nich to zmiana, która zawsze następuję, choć nie zawsze cieszy 😛 Druga, że kiedyś z tego wyrośnie i zatęsknimy za tym <3 Także, gdy jest źle i czujesz, że nie dasz rady znajdź wsparcie! Obie udane drogi mleczne są dzięki wsparciu (ta druga też dzięki wiedzy) i determinacji, bo nie łatwo się karmi dziecię, ktremu szczęka opada i dopiero za 5 czy 8 razem uda mu się dobrze zassać. W momentach zwątpienia i bezsiloności wyobrażam sobie sytuacje, gdy zamiast piersi daję butelkę i od razu mi lepiej, bo 10 razy wstać zrobić mleko i potem to wszystko umyć i wyparzyć to nie moja bajka – jestem na to za wygodna 🙂 Kocham spać i wolę karmienie piersią na półśpiku przez północy niż zrywanie się z ciepłego łóżeczka po butle. Tak jestem w tej kwestii bezwarunkowo leniwa 😛

A tak poważnie czy wiesz ile dobrego dajesz sobie karmiąc piersią? Oczywiście dziecku również dajesz niesamowicie dobry start, zdrowie, odporność i wszystko to co w danym momencie potrzebuje. Teraz jednak pomyśl przez minutę o sobie i zastanów się co Tobie dobrego daje karmienie piersią, bo mi mniej zmywania, więcej snu oraz szybkość podania posiłku w zawsze odpowiedniej tempertaurze i składzie, bez odmierzania i czekania 🙂 Daje poczucie sparwczości, spokoju wewnętrznego i cudownych spojrzeń oraz uśmiechów jeszcze z piersią w buzi <3 A Tobie co daje karmienie piersią?

Pozdrawiam

Anka <3

Zajrzyj też do innych wpisów o karmieniu piersią:

Dodaj komentarz