Miałaś kiedyś plan, który szlag trafił zanim skończyłaś go tworzyć, nie mówiąc już o przejściu do realizowania? Nie?! W takim razie jesteś niesamowitą szczęściarą. Jeśli jednak zdarzyło się Tobie coś takiego to zrozumiesz mój punkt widzenia. To był czas ciąży z Wojtkiem. Plan był piękny i zakładał wiele ewentualności, poza tą, która akurat się przytrafiła, ale o tym zaraz opowiem. Co najważniejsze przeczytaj do końca, aby poznać całą prawdę o ciąży z Wojciechem, bo to niezwykły nauczyciel.

 Plan szlag trafił

Zacznę od tego, że kocham moje dziecko i jest całym moim światem. Tak samo jak Tymoteusz i Tomasz. Tylko wiesz myślałam (stanowczo za dużo myślałam), że to będzie cudowny i bajkowy czas, a jednak było całkiem inaczej. Wymarzony plan tworzenia treści na bloga i cudownych, co tygodniowych, zdjęć ciążowych spłonął już w 7 tygodniu ciąży, gdy mdłości i wymioty dawały ostro popalić i nie miałam ani siły ani chęci na jakieś tam zdjęcia. Powtarzałam sobie, że do 12 tygodnia ciąży przejdzie! Optymizm fajna sprawa (ogólnie jestem optymistką i marzycielką), ale tym razem nie pomógł. Męczące samopoczucie trwało AŻ DO 30 TYGODNIA CIĄŻY!!! Porażka…

Spoko! Dałam radę, bo na końcu tej cudownej drogi czeka tulenie małego człowieka <3

Tak sobie tłumaczyłam, gdy brakowało mi sił. Serio brakowało ich często.Przesypiałam całe dnie, życie prawie przespałam.. Dziennie potrafiłam spać nawet 20 GODZIN! Dobrze, że Tomek mógł zajmować się Tymkiem, bo w innym wypadku to nie wiem, jak byśmy przetrwali te 9 miesięcy.

[To też była dobra zaprawa przed lockdowne, o którym wtedy nikomu się nie śniło, bo był to rok 2018/2019, a my już wtedy pracowaliśmy, żyliśmy i byliśmy zawsze razem.]

To nie koniec rewelacji z tego okresu… Myślałam, że do 8 miesiąca ciąży będę mogła spokojnie pracować w zmniejszonej liczbie godzin. DUPA! (No, dosłownie dupa) Możesz czuć dyskomfort tego słowa, ale tak właśnie było. Musiałam od razu zrezygnować, bo od telefonu i komputera bolały oczy, kręciło się w głowie i męczyły mdłości… I jak tu z kimś rozmawiać, obsługiwać klienta czy tworzyć posty na boga, jak 10 minut i.. Sama rozumiesz.

No, nie tak miało być, prawda?

Miało być bajkowo i nostalgicznie… Miał to być cudowny czas oczekiwania, ale wydawało mi się, że momentami to katusze. Czułam, że tracę siebie i grunt pod nogami. Jak żyć jak tylko leżysz, śpisz i patrzysz jak życie mija…

Kolejną rzeczą, którą myślałam, że będę robić to spotkania mamowe, jak np. pozytywnie o porodzie czy nasza kawa z mlekiem. Tu kolejna sprawa, o której już wspomniałam – musiałam leżeć i odpoczywać i odpoczywać i leżeć.. Konfiguracja dowolna. Prawie zero wyjść do 7 miesiąca! Prawie, bo czasem zaliczałam krótki spacer z Tymkiem. W planie miałam ćwiczyć – nie mogłam, bo ciąża zagrożona, bo krwiak, bo.. Bo.. Bo… Tak było! Tak nie chciałam tego zaakceptować.. Czułam tak ogromny dyskomfort z bycia w ciąży…

Plan szlag trafił….

Tak, więc sama widzisz plan szlag trafił i mnie trafiał dość często… Ale cóż czekałam na małego człowieka, którego już w tym momencie kochałam.. Kiedy odpuszczałam i przestawało mnie trafiać to miałam okazję przyjrzeć się wielu rzeczą w moim życiu, domu, relacji itp.

 Poznałam siebie na nowo

Poznałam siebie całkowicie z innej strony. Nie wiedziałam, że w głowie mam tyle ograniczeń, że posiadam inne mocne strony i w krytycznych momentach potrafię je wykorzystać. Szczerze, myślałam, że narodziny drugiego dziecka będą kolejnym levelem w macierzyństwie, a tu okazało się, że ciąża to była całkiem nowa gra (kiedyś dużo grałam na komputerze w gry strategiczne i rpg – stąd te przenośnie). Nie dosyć, że nowa gra to jeszcze całkiem nowe zasady, które powodowały, że trzeba było zaopatrzyć się w inne umiejętności. Tylko, że głowa była nadal myślami w poprzedniej i jeszcze porównywała dwie całkiem różne ciąże. Ile to razy powtarzałam:

Z Tymkiem w ciąży prowadziłam szkolenia. Ostatnie dwa tygodnie przed porodem.

Tak się udręczałam, porównywałam i cierpiałam. Stosowałam samobiczowanie mentalne i czułam się beznadziejnie – psychicznie i fizycznie. Oczywiście nie zrozumiałam tego w trakcie ciąży tylko kilka miesięcy po urodzeniu Wojtka. Spoko umysł ciężarnej wolniej pracuje. Nie obrażam tu brzuchatek, ale myślę, że mój umysł to wziął sobie wolne nie tylko na okres ciąży, ale i jeszcze na kolejne 4 miesiące.

Tak, więc do sedna!

Codziennie chciałam więcej niż mogła, co prowadziło do frustracji – nie jednokrotnie łez i złości. Poczucie bezsilności rosło, frustracja rosła i byłam jak bomba zegarowa z zapalnikiem – nie dotykać, bo wybuchnie. Wiem, że druga ciąża (a w sumie moje zachowanie) odcisnęło ogromne piętno na naszej rodzinie, ale też pokazało mi, jak wiele jesteśmy wstanie razem udźwignąć. To, że cały czas siedziałam myślami w planie i realizowaniu pewnych rzeczy – nawet czasami udawało mi się to zrobić szczególnie w drugim trymestrze i momentami w trzecim. W większości czasu raczej jednak była klapa i plan leżał i kwiczał (tak się u nas mówi)! Nie uczyłam się totalnie na błędach, aż w końcu zaskoczyłam koło trzeciego trymestru. Trzeba zmienić zasady…

Tak jak już wcześniej pisałam poznałam swoje ograniczenia i odkryłam mocne strony oraz kolejne plusy edukacji domowej i pracy Tomka z domu. Co do edukacji to fakt, że nie musiałam zaprowadzać i odbierać Tymka z placówki, dzięki czemu mogłam spać (tak, ja spać), kiedy tego potrzebowałam, a tu plus pracy Tomka on dawał mi możliwość do tego, abym mogła spać jeszcze więcej.

Elastyczność

Mocną stroną okazała się wielka elastyczność do zdarzeń dnia codziennego pt. obiad serwuje dzisiaj nam jakaś knajpa albo będą cztery śniadania plus obiadokolacja. Co za różnica? Szczerze nie przeszkadzał mi bałagan, choć wiem, że raził Tomka i starał się on to wszystko ogarnąć. W czasie, gdy ja spałam na siedząco. Jedyny brak elastyczności miałam wobec siebie samej. Podziwiałam ich za wszystko i irytowałam się na siebie za wszystko.

Frustracja, poczucie winy i zwątpienie dawały w kość, ale moc przynosiły mi słowa wsparcia Tomka czy świadomość, dlaczego to robię. No, ale wyobraźcie sobie jak wyglądałabym po 6 miesiącach leżenia i jedzenia, co popadnie? Oczywiście nie byłoby +16 tylko pewnie +30.. Szczerze bez zdrowego i dobrego jedzenia pewnie urosłabym nieziemsko, co jeszcze bardziej pogorszyłoby moje samopoczucie. Dużo dawały mi kapsułki, bo mogłam funkcjonować, chociaż przez te 4 godziny albo czasem więcej. Kreatywność +100 i zabawy w łóżku radowały Tymka i mnie. Dzięki suplementom, które uzupełniały braki miedzy tym, co powinnam jeść a jadłam, utrzymały mnie do końca z  dobrymi wynikami badań. Powiem łatwo nie było, ale nauczyło mnie wiele.

To 9 miesięcy było lekcją na całe życie i zaraz się nią podzielę z Tobą, ale jeszcze momencik.

Rodzina do góry nogami

Samopoczucie i nasz wygląd zewnętrzny – moja droga – zawsze są spójne. Jeśli czujesz, że możesz góry przenosić to promieniejesz, ale gdy toniesz w kałuży łez to wyglądasz jak siedem nieszczęść. Jak to w ciąży bywa huśtawka nastrojów towarzyszyła przez cały okres jej trwania. Od momentów cudownego samopoczucie i ciało pozytywności, po chlipanie i bycie słoniem…

W ciąży byłam duża, ale przeszkadzało mi to tylko momentami, gdy dotykałam dna rozpaczy. W większości kochałam swój brzuszek i oczywiście maleństwo kochałam bezwarunkowo zawsze. Wiem, że wpis o ciąży powinien uwzględniać też maleństwo mieszkające w brzuchu, ale nie czuje takiej potrzeby. Tak, więc w kilku zdaniach. Ono było (i jest) szczęściem, które pozwalało spać i jeść zdrowo. Rosło i rozwijało się prawidłowo. Kopało konkretnie i pragnęło uwagi, słuchało czytania i zasypiało przy muzyce klasycznej. Tylko ta ciąża, co chwilę przyprawiała mnie o strach i kolejne siwe włosy (tak mam siwe włosy i nie wstydzę się tego). Tak, więc wróćmy do mnie egocentrycznej matki i reszty domowników będących po drugiej stronie brzucha.

Tomek

Podziwiam w tym wszystkim mojego cudownego i wszechobecnego męża. Odnalezienie się w tej nowej sytuacji było dla niego na pewno mega wyzwaniem, któremu sprostał. Wiecie spadło na niego wszystko! Opieka nad dzieckiem i mną oraz naszym zwierzyńcem. Przygotowanie świąt Zimowych i ogarnięcie domu, zabaw oraz zajęć Tymka. To naprawdę wyczyn dla jednego człowieka, a skąd dopiero faceta. Nie ukrywam, że ani ja, ani Tymek do łatwych nie należymy i chyba w czasie oczekiwania byłam wyjątkowo upierdliwa.

Tymek

Serce moje. Wow! Jak on to wszystko dobrze znosił. Wiedział o ciąży od samego początku, bo jak ukryć wymioty przed dociekliwym 4 latkiem? Nie da rady. Czekał cierpliwie na narodziny brata, dopiero koło 7-8 miesiąca ta cierpliwość trochę szwankowała. No, ale ile można czekać! Wyrozumiałość jego wobec mojego stanu była wielka, wręcz ogromna. Pomagał w domu, jak miał dobry dzień, jak miał gorszy to starał się nie wchodzić w drogę. Choć jak to bywa z dziećmi czasem dochodziło do zgrzytów. Bawił się ze mną w łóżku, z Tomkiem chodził w różne miejsca i był szczęśliwy. Dlatego podziwiam go za to wszystko, co musiał znosić w ciągu, co najmniej 7 miesięcy! Pragnął bardzo rodzeństwa i był (serio!) gotowy na poświęcenie.

Podziwiam w sumie ich obu za ten czas. A teraz czas na lekcje, którą wyniosłam z czasu ciąży.

Rok, który mnie odmienił

Ciąża, poród, połóg, czwarty trymestr i tak do pół roku Wojtka przeżywałam, jakąś kolejną formę przemian, oświecenia i natchnienia. Brzmi może dziwnie, ale tak jest. Napiszę teraz, co dała mi sam ciążą (o tym czego nauczył mnie Wojtek w połogu znajdziesz tu -> klik). W ciąży to był czas oczekiwania dziecka, ale ukradkiem przemyciło życie mi cały wachlarz innych rzeczy, umiejętności i wartości. Zacznijmy od:

  • Przyjmowania pomocy

Przede wszystkim nauczyłam się przyjmować pomoc. Niby oczywiste, że ktoś proponuje pomoc, a my ją tak o! przyjmujemy. Nic bardziej mylnego. Często chcemy udowodnić światu i sobie, że damy radę i damy tylko jakiem kosztem. To jest lekcja taka, którą szybko musiałam przetrawić, bo gwiazdkę Tomek sam przygotowywał, a nasi przyjaciele przywieźli część dań przygotowanych przez nich. Tak samo z sylwestrem – przyjaciele zaprosili nas, abyśmy nie musieli nic przygotowywać. Dziękuję raz jeszcze za to. To są niby małe rzeczy, ale tak cieszą. Tu jeszcze sztuka proszenia o pomoc kulała… Choć powoli jest lepiej.

  • Wdzięczności

Nie masz takiego wrażenia, że wszędzie teraz piszą o wdzięczności?! Szczerze mam takie wrażenie, że teraz wszyscy praktykują wdzięczność, a może jak zaczęłam to robić to zaczęłam więcej dostrzegać.. Nie wiem. Wiem tylko, że czas ciąży pokazał mi za ile rzeczy mogę być wdzięczna i wcale to nie są takie małe rzeczy. Wiadomo, że kubek ciepłej kawy czy herbaty to miłe (aktualnie jestem za to wdzięczna), ale opiekuńczy mąż czy wyrozumiały 4,5 latek to dopiero powód do wdzięczności. Serio wcześniej nie dostrzegałam ani małych, ani tych dużych powodów… Teraz widzę to jasno i wyraźnie.

  • Cierpliwości

Cierpliwość, och zmora tej ciąży i lekcja, jakiej chyba potrzebowałam. Leżeć spokojnie i cierpliwie czekać na rozwiązanie. Cierpliwie liczyć skurcze i wierzyć, że to tylko przepowiadające. Cierpliwie patrzeć na rzeczy, które powinny być zrobione (wyzbyłam się tego, co powinno być zrobione). Tak nauczyłam się cierpliwości, jak nic. Teraz cierpliwie pracuje na sukces w networku oraz sumiennie nad blogiem i daje radę, choć mój temperament krzyczy „No dalej Kobieto, co z Tobą!!!”. Ze mną to możesz mój drogi temperamencie teraz pooddychać. Wdech, wydech, wdech wydech i idziemy dalej. We własnym tempie i w zgodzie z sobą.

  • Słuchania własnych potrzeb

Świetnie rozumiem potrzeby innych i potrafię je w jakimś stopniu oceniać i zaspokajać. Tylko często spychając siebie na koniec tej cudownej piramidy ludzkich potrzeb, aż brakuje w końcu przestrzeni na własne potrzeby. Oczywiście potrafię świetnie je zaspokajać i zawsze miałam w sobie tą nutkę egoizmu. Tylko, gdy leżałam w ciąży to sama była ograniczeniem, dla niektóry potrzeb jak bycie wśród ludzi czy wychodzenie do świata. Wiesz, że okazało się, że mam coś z domatorki tak bardzo, że teraz uwielbiam siedzenie w domu (oczywiście bez przegięć). Przestałam za to myśleć o potrzebach swoich w kontekście oczekiwań innych. To plaga tak myślę sobie, gdyż chcemy sprostać nierealnym, a często wyimaginowanym oczekiwaniom i potrzebą, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Potrzeby swoje warto zaspokajać, bo człowiek staje się naprawdę szczęśliwszy.

  • Własnych wartości

Wartości naprawdę ważnych dla mnie, a nie tylko tych społecznie przyjętych. Serio życie nabiera innego koloru, wyrazu, gdy żyje się zgodnie z własnymi wartościami. Cele i plany są super pod warunkiem, że fundamentem do nich są nasze wartości. Często mylimy wartości nasze z normami społecznymi czy nawet wychowaniem, które wynieśliśmy z domu czy religii, którą wyznajemy. Naprawdę warto skupić się na tym temacie i przemyśleć go dla siebie.

  • Docenia otoczenia

Talenty, które mają osoby otaczające mnie. To kolejny dość popularny ostatnio temat w social mediach – poszukiwania talentów, ale warto też wejść w niego. Talenty bywają naprawdę różne. Moim jest umiejętność patrzenia i widzenia. Wiem brzmi dziwnie, ale patrzę często na ludzi i wiem, czego im trzeba tu i teraz. Patrzę na rzeczy i wiem gdzie powinny się znaleźć. Patrzę na siebie i wiem, co jest dobre dla mnie i mojej rodziny. Gorzej idzie na przełożenie z patrzenia na czyny. Często blokuje się w powiedzeniu ludziom o tym, co widzę, bo jak oni na to zareagują. Talentem Tomasza jest zadaniowość, a Tymka kreatywność.

To wszystko. Cieszę się, że zostałaś do końca i przeczytałaś to wszystko. Mam nadzieję, że wyniesiesz coś dla siebie. Będę bardzo wdzięczna za komentarz oraz podzielenie się wpisem dalej. Dziękuję Ci za czas ze mną i wierzę, że jeszcze się zobaczymy.

Pozdrawiam,

Odwiedź nas także w innych miejscach w sieci

 

5 Comments

  1. Dziękuję za Twoją opowieść. Jest szczera, prawdziwa, bez lukru, co ja akurat cenię najbardziej. Czytając zauważyłam wiele punktów wspólnych z moją historią, a jestem Mamą trzech dziewczynek. Szczególnie utkwił mi w pamięci ten fragment, gdzie piszesz o momencie, kiedy uświadomiłaś sobie, ile jako rodzina jesteście w stanie udźwignąć. To jest chyba najważniejsze, bo podczas tych 8 lat bycia Mamą, dźwigaliśmy naprawdę niefajne, ciężkie tematy i historie.
    I tak jak piszesz o wdzięczności i o tym, że teraz każdy ją praktykuje: niestety nie każdy. Owszem, wiele osób o niej pisze i zachwala rezultaty, ja osobiście jestem również ogromną fanką tego wspaniałego uczucia i wiem, ile zyskuję dzięki jej mocy, ale naprawdę mało znam osób, takich zwykłych, spotykanych w przedszkolu czy szkole, którzy również się ekscytują;)
    Bardzo dziękuję Ci za Twoją historię i gratuluję pięknych zdjęć!

  2. Bardzo dziękuję za podzielenie się Twoją historią. Jest prawdziwa, szczera, bez lukru. Niby tego coraz więcej, a jednak wciąż pełno zdjęć płaskich brzuchów dwa dni po porodzie i wystylizowanych zdjęć uroczych bobasów bez podpisu, że sesja trwała cały dzień, żeby zrobić jedno ujęcie.
    W każdym razie czytając odnalazłam wiele punktów wspólnych z moją historią. Jestem Mamą trzech dziewczynek, więc okres ciąży, porodu i macierzyństwa jest mi szczególnie bliski;). Moją uwagę najbardziej zwrócił fragment, w którym opisujesz ile udźwignęliście jako rodzina. I tak naprawdę nie zdajemy sobie do końca z tego sprawy, dopóki nie znajdziemy się w sytuacji, która nam to postawi przed oczami i nie pokaże “jak krowie na rowie”;). Dostrzeżenie tego i wdzięczność za wszystko, co jest Waszym wspólnym udziałem nie jest jednak sprawą oczywistą niestety. Owszem, ja akurat wdzięczność praktykuję i jestem jej absolutną propagatorką. Widzę, że dużo się na ten temat mówi i pisze, co jest świetne, ale niestety mało znam takich zwykłych osób, spotykanych w przedszkolach czy szkołach, które to praktykują. Patrzą na Ciebie: “o czym ty do mnie mówisz”? Trenerzy, coachowie, ludzie z tzw. branży rozwoju – wszyscy znają jej potęgę, ale zwykłe osoby rzadko kiedy. Choć oczywiście są osoby, które usłyszą i zastosują. Super, niech nas będzie jeszcze więcej!
    W każdym razie dziękuję raz jeszcze za podzielenie się swoją historią i pięknymi zdjęciami!
    Życzę wspaniałego dnia,
    Justyna

    1. Na szczęście świat idzie w dobrą stronę i szerzy dobre praktyki <3 Pisza ten wpis nie chciałam koloryzować świata czy idealizować życia, bo najwięcej nauki niosą porażki, trudności i praca nad sobą 🙂
      Nasze życie jest dość szybkie i pełne chaosu ale w tym wszystkim staramy się doceniać małe rzeczy i okazywać wdzięczność dobrym i ważnym momentom <3
      Również pozdrawiam i życzę miłego dnia
      Anka 🙂

  3. Kochana, zmień ten szlak na szlag bo przez te piekne zdjęcia w zieleni (i pewnie mój stan błogosławiony) długo zastanawiałam się o co chodzi czytając pierwsze zdanie ;)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić Ci korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w Polityce prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close